Witajcie! Tym razem opowiadanie o Hinamori i Hitsugayi, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Pewnie jesteście na mnie mocno wkurzeni, że nie dodałam nic od lisopada, ale tak wyszło. Nie będę się tłumaczyć i opowiadać tutaj o moich prywatnych problemach, po prostu z całego serca przepraszam. Liczę, że moja praca się Wam spodoba;) Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania.
***
- Bankai! Daiguren Hyorinmaru!- krzyk młodego kapitana wypełnił całą jaskinię. Po chwili ze wszystkich stron zaczęły dochodzić dźwięki szczęku katany, przecinania lodowych sopli i wypowiadania inkantacji zaklęć kidou. Hitsugaya ciężko trenował, zapominając o całym świecie. Jego umysłem władał gniew i desperacja, myślał tylko i wyłącznie o tym, żeby stać się silniejszym, na tyle silnym, by ochronić tę osobę, żeby nigdy więcej nie musiała przez niego cierpieć. Nie chciał rozpamiętywać przeszłości, jednak wciąż nie mógł wyrzucić z głowy tego wspomnienia. Nadal targały nim uczucia, od tamtej pory tak niezmienne i przeszywające mu duszę na wskroś, nie pozwalające wrócić do normalnego życia. Poczucie winy, bezradność, desperacja- tak bardzo chciał się ich pozbyć, lecz wiedział, że na razie nie jest to możliwe, że będą mu towarzyszyć przez długi czas. Bardzo pragnął coś zrobić, żeby stłumić te emocje, więc trenował. Chciał zwiększyć swą moc i umiejętności, aby stać się niezwyciężonym. Przy wejściu do jaskini pojawiła się piękna kobieta o rudych włosach sięgających do ramion z opaską porucznika na ręku. Smutnym wzrokiem podążała za swoim kapitanem. Widziała, jak bardzo cierpi, lecz nie potrafiła mu pomóc. Zresztą, sama nie umiała sobie poradzić z własnymi problemami, jej serce umierało z rozpaczy i tęsknoty, jednak starała się tego nie okazywać. Ocknęła się z zamyślenia i zawołała kapitana:
- Taicho, mam bardzo pilną sprawę. Mógłbyś podejść?
Hitsugaya odwołał bankai, otrzepał białe haori i zbliżył się do Rangiku:
- O co chodzi, Matsumoto?- spytał wypranym z emocji głosem.
- Jest pewien problem dotyczący odbudowy jednego z pawilonów naszego oddziału. Mogłam sama się tym zająć, ale to podobno coś ważnego i nie chciałam podejmować decyzji bez ciebie.
- Dobrze. Pójdę tam i sprawdzę, o co chodzi. A ty zajmij się raportami, które leżą na biurku w moim gabinecie.
- Zrozumiałam.
Rudowłosa oddaliła się, używając shunpo, a Toshiro ruszył powoli w stronę siedziby 10 oddziału. Ostatnio wcale nie chciało mu się wypełniać kapitańskich obowiązków. Dawniej był to jego priorytet- przez swoją sumienność i dokładność potrafił zarywać noce pracując nad raportami i sprawozdaniami. Hitsugaya ujrzał wreszcie znajome twarze Shinigamich z jego oddziału. Odrzucił od siebie wszystkie myśli. Teraz musiał się sprawdzić jako kapitan i dowódca, ten, który pomaga podwładnym, któremu zawierzają oni swoje problemy. Nie mógł zawieść swojego oddziału.
---
Gdy Hitsugaya wszedł do swojego gabinetu, ujrzał siedzącą przy biurku Matsumoto. Zdziwił się trochę, jednak po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że ta sytuacja nie zdarzyła się po raz pierwszy. Kiedyś z pewnością ciężko byłoby mu wyobrazić sobie jego porucznik w pełni skupioną na uzupełnianiu raportów, ale teraz taki widok nie wprawiał go już w zdumienie. Gdy Rangiku zauważyła białowłosego, uśmiechnęła się i spytała:
- No i jak tam, taicho? Udało ci się rozwiązać problem?
- Tak, w zasadzie to nie było nic poważnego. Potrzebowali tylko decyzji w sprawie lokalizacji jednej z sal do treningu kidou. A ty, Matsumoto?Widzę, że zabrałaś się za pracę, aż nie chce mi się w to wierzyć.
- A, tak. Właściwie to nie wiem, co mi odbiło- odparła, drapiąc się po głowie z zakłopotaniem. - Chyba już sobie pójdę. Może chłopaki organizują jakąś imprezkę, to się wkręcę.
Udawała. Hitsugaya od razu to dostrzegł. Jego zastępczyni bardzo się zmieniła, ale nie chciała dać tego po sobie poznać.
- Matsumoto- powiedział, powstrzymując swoją podwładną przed wyjściem z pomieszczenia. - Zostań jeszcze na chwilę.
- Coś się stało?- spytała rudowłosa lekko zdziwiona jego prośbą.
- Usiądź.
Kapitan spojrzał na Rangiku. Na twarzy kobiety dostrzegł zmęczenie i smutek, który starała się zamaskować niezbyt przekonującym uśmiechem.
- Co się z tobą dzieje? Ostatnio dziwnie się zachowujesz.
- Nie, to nic takiego. Chyba za dużo imprezuję i...
-Skończ już kłamać. Przecież widzę, że coś cię martwi. Nie śpisz po nocach, pracujesz, izolujesz się od świata. Innych możesz oszukiwać, ale ze mną ci się nie uda. Zbyt dobrze cię znam.
- A co ty niby o mnie wiesz?! Nie masz pojęcia, co teraz czuję. Sam nie potrafisz sobie poradzić ze swoimi uczuciami, więc daj mi spokój!
Hitsugayę zamurowało po tym, co w twarz wykrzyczała mu rudowłosa. Nie zdawał sobie sprawy, że dusiła w sobie aż tak wielki gniew.
- Przepraszam, nie będę już więcej pytał. Po prostu się martwiłem.
Rangiku ukryła twarz w dłoniach i drżącym głosem powiedziała:
- Ja... po prostu już sobie z tym nie radzę.
Kapitan stanął za nią i położył dłonie na trzęsących się ramionach kobiety. Zastanawiał się, jak wielkie musiało być uczucie, którym darzyła byłego kapitana trzeciego oddziału. Sam nigdy nie utrzymywał z nim dobrych stosunków, wręcz przeciwnie. Ale więź, która łączyła go z Matsumoto była niezwykle silna, tak, że nawet teraz jego zastępczyni nie mogła się pozbierać i zacząć nowego życia.
- Nawet nie wiesz, jak dobrze cię rozumiem.
Matsumoto otarła spływające łzy i spojrzała na Hitsugayę.
- Dziękuję, kapitanie. Pójdę już.
Zamknęła drzwi, zostawiając Toshiro sam na sam z jego myślami. Kapitan usiadł za biurkiem i zaczął wypełniać raporty, które po części zrobiła Rangiku, jednak nie mógł się skupić. Strasznie bolała go głowa i czuł się potwornie zmęczony. Pierwsza myśl, która mu się nasunęła była taka, że w tym momencie najchętniej poszedłby spać. Odgonił ją jednak od siebie, bo wiedział, że nie uda mu się zasnąć. Postanowił trochę się przewietrzyć i pójść na spacer. Rozsunął drzwi od gabinetu i wyszedł na zewnątrz. W Sereitei była piękna noc. Powiewał wiosenny wietrzyk, panowała kojąca cisza, a niebo było bezchmurne i rozgwieżdżone. Kapitan wziął głęboki oddech i ruszył przed siebie. Szedł powoli rozmyślając nad swoim życiem i zastanawiając się nad swoją przyszłością. Po pewnym czasie poczuł się znużony, więc wskoczył na dach najbliższego budynku, aby chwilę odpocząć. Dopiero teraz dostrzegł, jakie piękne jest nocne niebo. Gdy tak siedział w samotności poczuł, jak bardzo brakuje mu Hinamori. Chciał, żeby była teraz przy nim, pragnął jedynie jej obecności, nic więcej. Od dłuższego czasu starał się pogodzić z tym, że już nie będzie tak jak dawniej, że ona już nigdy mu nie zaufa, że nie będzie go uważała za kogoś bliskiego, ale nie potrafił. Z drugiej strony nie zrobił nic, aby ją odzyskać. Cały czas leżała w szpitalu, a on odwiedzał ją tylko wtedy, gdy spała. Nigdy nie zdobył się na odwagę, aby szczerze z nią porozmawiać i wyznać wszystko, co go dręczyło. I przeprosić. Nie, on był po prostu tchórzem. Teraz, gdy pomyślał tak o sobie wprost, poczuł się jakoś lepiej. Jego powieki zaczęły robić się coraz cięższe, aż wreszcie młody kapitan usnął wyczerpany na dachu. Jednak drzemka nie przyniosła mu ukojenia i upragnionego odpoczynku. Znowu dręczył koszmar, ten sam, który nie pozwalał mu usnąć już od dłuższego czasu. Walka. Złość. Satysfakcja. Szok. Bezradność. Ból. Rozpacz.
- NIEEE!- krzyknął, budząc się gwałtownie ze snu.
Jego ciało trzęsło się, w dodatku cały zlany był zimnym potem. Popełnił błąd, zasypiając, mógł przecież spodziewać się, że właśnie tak się to skończy. Niebo nie było tak ciemne, jak wcześniej, nieśmiałe promyki słońca już powoli wyślizgiwały się ponad linię horyzontu. Otarł czoło i zdał sobie sprawę z czyjejś obecności. Dopiero teraz zorientował się, że ktoś go obserwuje.
- Wszystko w porządku, Shiro-chan?
Na chwilę serce przestało mu bić. Doskonale znał ten głos, tak subtelny i niewinny, ale nie mógł uwierzyć. Odwrócił się, aby zyskać pewność, ale i tak wiedział, kogo zobaczy. Siedziała parę kroków za nim i wpatrywała się w niego uważnym wzrokiem.
- Wszystko w porządku?- ponowiła pytanie.
Kapitan dopiero teraz otrząsnął się ze zdziwienia.
- Nnie... znaczy tak...- zaczął się plątać.- Ja... muszę już iść- wydusił z siebie wstając pospiesznie i nerwowo otrzepując wymięte kapitańskie haori.
Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem zaczął się oddalać. Stanął jak wryty, gdy znów usłyszał delikatny głosik Hinamori.
- Shiro- chan... chciałabym z tobą porozmawiać.
Dopiero po tych słowach zdał sobie sprawę, jaki jest beznadziejny. Prawie zmarnował idealną okazję, aby wszystko jej wyjaśnić. Stchórzył. Kolejny raz. Hinamori, ta delikatna, nieśmiała dziewczyna okazała się odważniejsza od niego. Brzydził się samym sobą. Odwrócił się i spojrzał na przyjaciółkę. Od razu zauważył, że bardzo się denerwuje, chociaż starała się to ukryć. Usiadł obok dziewczyny i popatrzył na horyzont. Nigdy nie zwrócił uwagi na to , jak wygląda wschód słońca w Sereitei. Dopiero teraz podziwiając różnobarwne niebo, zorientował się, ile tracił.
- Jest cudowny, prawda?- spytała Hinamori, wyrywając go z zamyślenia.
- Tak.
Siedzieli tak jeszcze dłuższą chwilę rozkoszując się widokiem wschodzącego słońca. Hitsugaya pomyślał, że gdyby nie powód, dla którego się tu znajdował, mógłby uznać ten moment za najszczęśliwszy w jego życiu. Kapitan odrzucił na bok strach i postanowił, że sam zacznie rozmowę. Chciał mieć to wszystko jak najszybciej za sobą.
- Wtedy, podczas walki z Aizenem... czułem, że to wszystko może się udać. Atakowałem z ogromną pasją, jakaś wewnętrzna moc pchała mnie do przodu... nie wiem, może to pragnienie zemsty? Gdy myśleliśmy, że wygraliśmy, odczułem ogromną satysfakcję i ulgę, że to już koniec. Jednak to nie trwało długo. Zorientowałem się, że tak naprawdę wciąż byłem pod wpływem iluzji Aizena.
Hitsugaya przerwał na chwilę, ta rozmowa sprawiała mu ogromny ból. Łzy spływały mu po policzkach, ale nie chciał ich ocierać, miał nadzieję, że złagodzą nieco jego poczucie winy. Hinamori patrzyła na przyjaciela, ale nie odzywała się. Wiedziała, że teraz toczy wewnętrzną walkę z samym sobą.
- Wtedy zauważyłem, że osobą, którą przebiłem mieczem, nie jest Aizen, tylko... tylko ty, Hinamori. Nie pamiętam nawet dalszych losów bitwy. W głowie wciąż dźwięczały mi twoje słowa: "Shiro-chan...", czułem tę obezwładniającą bezradność i poczucie winy. Nic nie mogłem zrobić. Dlaczego? DLACZEGO, DO CHOLERY?!
Teraz kapitan nie panował już nad emocjami. Zawsze spokojny i opanowany, teraz po prostu chciał raz na zawsze to wszystko z siebie wyrzucić. Może to był sposób, aby przestał się zadręczać i poczuł się choć trochę lepiej. Hinamori miała ochotę uspokoić i pocieszyć przyjaciela, ale powstrzymała się. Czekała, aż skończy całą swoją opowieść. Białowłosy wziął głęboki oddech i spokojnym już głosem kontynuował:
- Po tym, co się stało nawet nie byłem w stanie zdobyć się na odwagę i przeprosić cię za wszystko. Odwiedzałem cię w szpitalu, gdy byłaś nieprzytomna, a potem gdy spałaś. Jestem żałosny. Prawie zabiłem najbliższą mi osobę i nawet nie potrafię spojrzeć jej w oczy. Wiesz, jedyną rzeczą, której teraz pragnę, to przeprosić cię za to wszystko. Nie liczę, że mi wybaczysz, takich rzeczy się nie zapomina.
Odwrócił się w stronę dziewczyny i ze spuszczonym wzrokiem szepnął:
- Przepraszam, Hinamori.
Serce waliło mu jak oszalałe. Czuł ogromną ulgę, że nareszcie powiedział to, co ciążyło mu na duszy od miesięcy.
- Shiro- chan, spójrz mi w oczy.
Hitsugaya powoli podniósł wzrok i mimo łez, które przesłaniały mu widok, zauważył, jak smutna jest jego przyjaciółka.
- Ja... nie mam do ciebie żalu. Przemyślałam wiele spraw leżąc w szpitalu. Aizen-sama... był dla mnie bardzo ważną osobą. Zawsze go podziwiałam, traktował mnie jak ojciec, z ogromną dobrocią i łagodnością. Gdy okazało się, że... że jest zdrajcą, nie chciałam tego przyjąć do wiadomości. Obwiniałam wszystkich dookoła, nawet ciebie. Byłam strasznie naiwna, wiem. Shiro-chan, ja także powinnam za coś cię przeprosić. Wtedy, gdy przeczytałam list od kapitana, byłam skołowana. Nie wiem, jak mogłam pomyśleć, że to ty go zabiłeś, ale nie kierowałam się wtedy logiką, tylko uczuciami, a przede wszystkim chęcią zemsty za mojego dowódcę. Ja... wyciągnęłam miecz przeciw tobie, w pełni świadoma, że to ty. Atakowałam, choć w głębi serca nie chciałam cię zranić. Przepraszam, że całą winę zrzucałam na ciebie i za to, co spotkało cię z mojej winy. A co do twojej walki z Aizenem-sama, to nie masz mnie za co przepraszać. Działałeś pod wpływem iluzji, więc to nie była twoja wina.
Hitsugaya nie spodziewał się, że ta rozmowa przybierze taki obrót. Zszokowało go to, co powiedziała Hinamori. Nigdy nie winił jej za to, że wtedy go zaatakowała. Miała słabą psychikę, a rzekoma śmierć Aizena doprowadziła ją na granicę szaleństwa. Z jednej strony nie dziwił jej się, że to zrobiła, zemsta była czymś, co z pewnością ukoiłoby trochę jej ból, ale z drugiej strony było mu trochę przykro. Jednak potem nie myślał już o tym. Jego głowę zaprzątało tylko i wyłącznie jedno wspomnienie- to, w którym przebija swoją przyjaciółkę mieczem na wskroś. Toshiro odwrócił się od dziewczyny i w zamyśleniu spojrzał przed siebie. Tyle rzeczy kłębiło mu się w głowie, potrzebował czasu, aby wszystko w spokoju sobie poukładać. Po długiej chwili milczenia zwrócił się do czarnowłosej:
- Hinamori, muszę przemyśleć wiele spraw. Po tym wszystkim co się stało, nic nie jest już takie samo. My... zmieniliśmy się i zmieniło się to, co kiedyś nas łączyło. Oboje zawiniliśmy. Więź między nami nie jest już taka jak dawniej.
Do jego uszu dobiegł dźwięk cichutkiego łkania. Po chwili dziewczyna puściła wodze emocjom i wybuchnęła głośnym płaczem.
- Shiro- chan... nie zostawiaj mnie. Ja... ja straciłam już jedną ważną dla mnie osobę, a teraz ty chcesz mnie opuścić. Proszę, wybacz mi, ja nie mam ci niczego za złe. Nie chcę więcej żyć tym, co już minęło. Pragnę zacząć wszystko od początku. Shiro- chan, nie chcę cię stracić!
Toshiro nie mógł patrzeć, jak cierpi jego przyjaciółka. Zapomniał o wszystkich zmartwieniach, które trawiły jego duszę, po prostu przysunął się do Hinamori i delikatnie objął ją ramieniem. Dziewczyna wtuliła się w kapitana i siedzieli tak pochłonięci tylko sobą. Ona płakała wyrzucając z siebie tak długo tłumione w sercu uczucia, a on starał się ją pocieszyć najlepiej jak potrafił.
- Hinamori, cokolwiek się stanie, nie zostawię cię. Będę cię chronił nawet za cenę własnego życia- powiedział i złożył delikatny pocałunek na czole dziewczyny.
Hitsugaya zdawał sobie sprawę, że nie będzie łatwo odbudować tę więź, ale pragnął tego całą swoją duszą. Zastanawiał się, jakie przeszkody postawi przed nimi los, ale był pewien, że nie dopuści, by cokolwiek ich rozdzieliło.
***
