sobota, 10 listopada 2012

4. SZCZĘŚCIE W ZASIĘGU RĘKI cz.3 (Rukia x Ichigo)

       Na początku chciałabym przeprosić, że wcześniej nie dodałam rozdziału, ale byłam tak zabiegana, że nie miałam czasu myśleć o tym blogu. Na szczęście to opowiadanie napisałam już jakiś czas temu, więc musiałam tylko poprawić błędy i zmienić zakończenie. To już ostatnia część tej historii, mam nadzieję, że Wam się spodoba. Na zakończenie chcę jeszcze podziękować wszystkim, którzy czytają tego bloga, a przede wszystkim tym, którzy komentują, bo to dla mnie bardzo wiele znaczy. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania- Kasumi-san.
***
        Przez tydzień nie byłam na lekcjach. Wielkimi krokami zbliżały się Dni Otwarte naszej szkoły, a co za tym idzie także przedstawienie. Zastanawiałam się, czy przyjść na ten spektakl. "Cała klasa pewnie martwi się o mnie. Poza tym, wychowawczyni pewnie się wkurzy, jeśli ktoś z klasy nie przyjdzie i nie usprawiedliwi tego." W końcu nadszedł dzień występu. Wstałam rano i powoli zaczęłam przygotowywać się do wyjścia. Czas mijał mi bardzo szybko. Wciąż oszukiwałam się i udawałam, że wcale nie boję się spotkania z Ichigo. Miałam nadzieję, że w tym całym zamieszaniu nie będę musiała z nim rozmawiać. Ostatni raz spojrzałam w lustro i wyszłam z domu. Spojrzałam na zegarek. Była 18:30, a przedstawienie miało rozpocząć się o 20:00, więc miałam jeszcze dużo czasu. "Bez sensu byłoby teraz wracać. Może pomogę innym przy dekoracji, albo przy zakładaniu kostiumów. Chociaż do tego się przydam." Gdy weszłam na salę gimnastyczną było tam już kilka osób i nauczycielka, która z wielkim przejęciem kierowała wszystkimi. Po chwili usłyszałam głosy:
- Rukia, nareszcie wróciłaś!
- Miło cię widzieć, Kuchiki-san.
- Gdzie ty się tyle podziewałaś?
- Chodź, pomóż nam z dekoracją!
Szczerze mówiąc, brakowało mi tego. Chyba nie jestem typem prawdziwej samotniczki. Już chciałam podejść do kolegów, kiedy zawołała mnie nauczycielka:
- Co to ma znaczyć, Kuchiki? Nie ma cię tydzień przed przedstawieniem i nawet nie raczysz zadzwonić i powiedzieć, czy wszystko w porządku!
- Po prostu nie czułam się najlepiej, pani profesor- powiedziałam.
- Masz szczęście, że nie grasz żadnej roli. A teraz, do roboty!
Bardzo szybko uporaliśmy się z dekoracją, która prezentowała się naprawdę efektownie. Na salę zaczęło schodzić się coraz więcej osób. W końcu zauważyłam także Ichigo. Od razu dostrzegł mnie wśród innych, podszedł i zaczął się dopytywać:
- Boże, Rukia! Tak się martwiłem, że coś ci się stało! Co się z tobą dzieje? Gdzie byłaś przez cały tydzień? Powiedz mi pro...
Salę wypełnił przeraźliwy krzyk nauczycielki.
- Jak to cię nie będzie?! Przecież grasz główną rolę! Nie obchodzi mnie, że nie możesz wstać z łóżka! Przez ciebie cała nasza praca pójdzie na marne! Jesteś bardzo nieodpowiedzialna, Inoue. Żegnam!
Wszyscy spojrzeli po sobie, bo nie byli pewni, co się stało. W końcu nauczycielka rozwiała nasze wątpliwości.
- Słuchajcie...chyba musimy odwołać nasze przedstawienie. Orihime zadzwoniła przed chwilą i powiedziała, że jej nie będzie, bo jest bardzo chora. Wszystko na marne!
Nie wiedzieliśmy, jak się zachować. Jedni zaczęli pakować swoje rzeczy, inni po prostu stali w miejscu, czekając na jakąś decyzję.
- Mam! - krzyknęła nagle wychowawczyni. - Kuchiki, ty jesteś przecież dublerką Inoue. W sumie wcisnęłam ci tę rolę z braku lepszego pomysłu, ale teraz mogłabyś się przydać. Nauczyłaś się kwestii Julii?- spytała z nadzieją w oczach.
- No... w zasadzie to tak, ale nie wiem, czy sobie poradzę, pani profesor. Przecież nie byłam na żadnej próbie i...
- Przestań gadać bzdury! Spektakl musi się odbyć. Nieważne czy z Inoue, czy bez niej.
Serce zaczęło mi mocniej bić w piersi. Te słowa oznaczały, że ja i Ichigo będziemy razem grali główne role.
- Kurosaki! Weź Kuchiki ze sobą i pójdźcie przećwiczyć wspólne sceny. No już, ruszcie się!- krzyknęła nauczycielka i wypchnęła nas oboje na korytarz.
"Cholera! Teraz jestem z nim sam na sam. Jak mam się zachowywać?"
- Więc, Rukia... może wytłumaczysz mi to twoje zniknięcie? Wiesz, bardzo się martwiłem...
- O nic nie pytaj, bo i tak ci nie odpowiem, kretynie. Po prostu przećwiczmy te sceny i wracajmy na salę- odparłam lodowatym głosem.
Próba wyszła nam bardzo dobrze. Szybko załapałam o co chodzi i popisywałam się przed Ichigo swoimi umiejętnościami aktorskimi. Gdy dotarliśmy do sceny pocałunku, Kurosaki kompletnie nie wiedział, jak się zachować.
- Dobra, dalej powinno już pójść gładko.Wracajmy na salę, bo nie zdążymy się przebrać.
Zostawiłam osłupiałego chłopaka na korytarzu. Natychmiast pobiegła do mnie wychowawczyni. Powiedziałam, że wszystko gra i spokojnie mogę wystąpić. Przebrałam się w kostium Julii, zrobiłam makijaż i spokojnie czekałam za kulisami. Gdy inni mnie ujrzeli, z niedowierzaniem kręcili głowami, a Ichigo wyglądał, jakby zobaczył mnie po raz pierwszy. W końcu zaczęło się przedstawienie. Miałam lekką tremę, ale gdy wyszłam na scenę, nie byłam już Kuchiki Rukią, ale Julią Kapulet. Wszystko szło doskonale. Żaden z aktorów nie pomylił tekstu. Wreszcie nadeszło to, czego bałam się najbardziej- scena pocałunku. Powiedziałam swoją kwestię najlepiej, jak potrafiłam i czekałam w napięciu. "Ciekawe, co zrobi Ichigo? Przecież nie pocałuje mnie, skoro ma już dziewczynę..." Otrząsnęłam się z rozmyślania, bo Ichigo właśnie skończył mówić. Podszedł do mnie i krzyknął: "Kocham cię!", po czym zbliżył swą twarz do mojej i szepnął:
- Kocham cię, Rukia. Nieważne, co się stanie, zawsze będę cię kochał, choć wiem, że tego nie odwzajemniasz.
Wziął mnie na ręce i złożył na mych ustach namiętny pocałunek. Cała widownia zaczęła klaskać i wiwatować. Ichigo zszedł ze sceny trzymając mnie w ramionach. Byłam oszołomiona i stałam jak słup soli, choć nauczycielka ściskała mnie i obejmowała płacząc z radości. Wszyscy gratulowali mi udanego występu. Po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, co się właśnie stało. Ichigo wyznał mi miłość. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść i znaleźć się sam na sam z pomarańczowowłosym. Nigdzie nie było widać jego sylwetki. Wybiegłam ze szkoły i ruszyłam przed siebie. W końcu zauważyłam go siedzącego na ławce. Podeszłam bliżej i przycupnęłam obok niego. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, ale w końcu Ichigo powiedział do mnie:
- Chyba muszę ci coś wyjaśnić, Rukia.
Kiwnęłam tylko głową dając mu znak, żeby kontynuował.
- Wiesz, to, co powiedziałem ci na przedstawieniu to prawda. Nie wiem, kiedy to się zaczęło, zawsze traktowałem cię jak przyjaciółkę, ale teraz czuję, że to coś więcej.
Po tych słowach serce zaczęło mi mocniej bić, tak jak wtedy, gdy pocałował mnie na spektaklu. Jednak wciąż miałam wątpliwości.
- Ichigo, chciałabym się o coś zapytać, zanim skończysz. Wyznałeś mi miłość, ale przecież ty jesteś z Inoue. O co w tym wszystkim chodzi?
Ichigo spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach.
- Co? Jak to z Inoue? Chyba coś ci się pomieszało.
- Przecież sama słyszałam, jak mówisz jej, że ją kochasz!- krzyknęłam powoli tracąc panowanie nad uczuciami.
- Oszalałaś, Rukia? Nigdy żadnej dziewczynie oprócz ciebie nie wyznałem miłości.
- Tak? A wtedy, gdy Orihime była u ciebie w domu? Cały czas słyszałam jak chichoczecie, a wreszcie ty powiedziałeś, że ją kochasz. Nie wiem, w co ty pogrywasz, ale nie zamierzam się w to bawić. Cześć!
Byłam już na niego mocno wkurzona, więc wstałam z ławki, chcąc wrócić do domu, jednak Ichigo zatrzymał mnie chwytając mój nadgarstek.
- Może pozwolisz mi się chociaż wytłumaczyć?- zapytał.
Usiadłam z powrotem obok chłopaka i spojrzałam na niego niechętnym wzrokiem. Ichigo obdarzył mnie pełnym politowania uśmiechem i pogłaskał mnie po głowie.
- Wydajesz się być taka dojrzała, a zachowujesz się głupiutko jak mała dziewczynka. Wtedy, gdy Orihime u mnie była, po prostu ćwiczyliśmy role do przedstawienia. Przypomnij sobie, czy Romeo nie wyznaje Julii miłości?
Pomyślałam nad tym przez chwilę i nie mogłam uwierzyć, że nie domyśliłam się, o co chodziło. Jednak poczułam ulgę, że Ichigo nie kłamał. Przysunęłam się do chłopaka i delikatnie pocałowałam go w usta.
- A to...?- spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Po prostu chciałam ci powiedzieć, że cię kocham- powiedziałam oblewając się rumieńcem.
Ichigo uśmiechnął się i jeszcze raz mnie pocałował.
- Mam nadzieję, że to nie jest sen. Właśnie spełniło się moje największe marzenie.
Wtuliłam się w Ichigo, a on objął mnie ramieniem i gładził moje włosy. W pewnym momencie chłopak wybuchnął głośnym śmiechem.
- Hej, o co ci chodzi?- spytałam zdziwiona.
- Panno Kapulet, może zaprowadzę cię do szkoły, abyś założyła jakieś bardziej cywilizowane ubrania?
- Ach, Romeo, czy mógłbyś zanieść swą ukochaną, bo jest bardzo zmęczona?- ziewnęłam z teatralną przesadą.
Nie zdążyłam się zorientować, co się stało, a już Ichigo niósł mnie na rękach do szkoły. Na szczęście nauczycielka była jeszcze w sali.
- No, Kuchiki, mało brakowało, a oddałabym twoje ubrania do wypożyczalni. Szybko, przebieraj się i wracajcie do domu.
W mgnieniu oka zmieniłam strój i wyszliśmy z Ichigo ze szkoły. Wracaliśmy do domu powolnym krokiem i napawaliśmy się swoją obecnością nie widząc świata poza sobą. A była to jasna, księżycowa noc...
***