poniedziałek, 3 września 2012

2. KOSZMAR (Rukia x Ichigo)


          Krople wody głośno bębniły. Rukia już od godziny brała prysznic. Tak naprawdę siedziała w łazience tylko po to, aby pobyć w samotności i pomyśleć. Czuła się jak szmaciana lalka szarpana we wszystkie strony. Targało nią wiele uczuć, ale sama gubiła się w tym wszystkim. Dziś znowu pokłóciła się z Ichigo. Ostatnio zdarzało im się to coraz częściej. Rukia w sumie sama nie wiedziała o co poszło. Cóż, pewnie znów jakaś błahostka. "Wariatka, debilka, suka"- te słowa dźwięczały jej w głowie. "Żałuję, że kiedykolwiek cię spotkałem. Najlepiej byłoby, gdybyś w ogóle nie pojawiła się w moim życiu!". Chyba nikt nigdy tak bardzo jej nie zranił. Rukia westchnęła i zakręciła kran.  Spojrzała na zegar- było już po północy. Chyłkiem przemknęła do swojego pokoju i wślizgnęła się do łóżka. Była tak zmęczona po ciężkim dniu, że po kilku minutach ogarnął ją sen.
Znajdowałam się w dziwnym miejscu. Wszystko dookoła było białe. Czułam dziwną pustkę. Po prostu szłam przed siebie jak robot wykonujący polecenia swego właściciela. Nagle w oddali zamajaczyły dwie sylwetki. Zbliżyłam się. To, co ujrzałam zaparło mi dech w piersiach. Tymi postaciami byliśmy ja i Ichigo. Walczyliśmy ze sobą bardzo zażarcie, jednak było w tym wszystkim coś dziwnego. Ichigo w ogóle nie atakował, tylko cały czas parował moje ciosy. Druga ja miała szaleństwo w oczach. Atakując krzyczała: "Nienawidzę cię, zniszczyłeś mi życie, jesteś beznadziejny, nic dla mnie nie znaczysz!". Te słowa...były moje. Przecież tak mówiłam podczas naszych kłótni. Ale to nie była prawda! Przestraszyłam się nie na żarty. Przecież ja stałam tutaj. Ktoś musiał się pode mnie podszywać! Ale Ichigo tego nie wie... on myśli, że to ja! Spojrzałam na chłopaka. Starał się zachować kamienną twarz, ale widać było, że słowa mojej sobowtórki bardzo go raniły. Chciałam podbiec do niego i wykrzyczeć, że to nieprawda. Gdy zmierzałam w stronę walczących, druga Rukia zadała ostateczny cios. Tors Ichigo został rozcięty niemalże na pół. Chłopak zaczął spadać w dół. Szaleńczy śmiech dziewczyny wypełnił moją świadomość. Podbiegłam do rannego. Próbowałam coś zrobić, ale on złapał mnie za rękę. 
- Rukia, mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz- szepnął cicho i zamknął oczy.
- NIEEE!!! Ichigo, nie umieraj, błagam cię!- Rukia z krzykiem obudziła się z koszmaru. Była zlana potem, a jej ciało trzęsło się jak oszalałe.
- O, Boże, tylko nie to!- pomyślała.
Zerwała się z łóżka i pobiegła na piętro. Łzy spływały jej po policzkach. Z hukiem otworzyła drzwi do pokoju Ichigo. Wpadła do pomieszczenia i rzuciła się w ramiona zdezorientowanego chłopaka.
- Ichigo... tak bardzo się bałam. To nie moja wina... przecież ja tego nie chciałam... błagam, wybacz mi!- łkała tuląc się do niego.
Ichigo nie miał pojęcia, jak się zachować. Jeszcze wieczorem pokłócili się, a potem nie odzywali się do siebie. Jednak gdy spojrzał na trzęsącą się dziewczynę, od razu przygarnął ją do siebie i przytulił.
- Ciii, nic się nie dzieje. Już w porządku- szepnął.
Rukia jednak odepchnęła go gwałtownie. Otarła opuchnięte od płaczu oczy i krzyknęła:
- Ty nic nie rozumiesz! Ja cię zabiłam... nie chciałam tego, ale to i tak wszystko moja wina!- Rukia znów zaczęła szlochać.
W końcu ukłoniła się nisko i powiedziała:
- Przepraszam cię za to zamieszanie. Mam nadzięję, że mi wybaczysz. Ten sen... ja...
- Rukia!- przerwał jej Ichigo- Uspokój się... proszę.
- Tak, chyba masz rację. Po prostu pójdę do siebie- odparła chłodnym tonem.
Odwóciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi. Nic nie widziała przez zasłonę łez i szła na oślep, przez co nie zauważyła książki leżącej na podłodze. Potknęła się i upadła na ziemię. Nawet nie czuła bólu. W tej chwili była tak rozbita i bezradna. Nawet nie miała już siły, żeby wstać. Ichigo spojrzał na leżącą dziewczynę. Nie wiedział, o co jej chodziło, ale czuł, że naprawdę cierpiała. Pochylił się i delikatnie dotknął jej ramienia. Rukia drżała. Wziął dziewczynę na ręce i szepnął:
- Powinnaś odpocząć, Rukia. Najlepiej będzie, jak zaniosę cię do twojego pokoju.
Otworzył cichutko drzwi i zszedł po schodach. W pokoju Rukii panował rozgardiasz. Kołdra leżała skotłowana na podłodze, prześcieradło było ściągnięte z łóżka. Chłopak ogarnął trochę bałagan. Delikatnie położył dziewczynę i przykrył ją kocem. Wcale nie miał ochoty odchodzić. W tej chwili nie myślał o tym, że jeszcze kilka godzin temu był na nią śmiertelnie obrażony. Pogładził dziewczynę po głowie i wstał. Gdy miał już wychodzić, poczuł nagle dłoń zaciskającą się na jego nadgarstku.
- Ichigo, proszę, zostań tu ze mną- powiedziała Rukia słabym głosem.
Chłopak spojrzał w jej stronę. W spojrzeniu dziewczyny dostrzegł potrzebę bliskości i pocieszenia. Usiadł na brzegu łóżka.
- Powiedz mi, co się stało. Byłaś tak roztrzęsiona, że nie zrozumiałem nic z tego, co mówiłaś.
Rukia opowiedziała mu swój sen. Strasznie to przeżywała. Z jej oczu strugami płynęły łzy. Gdy wreszcie skończyła wtuliła się w Ichigo i powiedziała:
- To wszystko przeze mnie. Jak mogłam zrobić coś takiego? Najstraszniejsze było to, że patrząc na tamtą Rukię jakbym widziała siebie.
- Hej, przestań się zadręczać. Po prostu ostatnio często się kłóciliśmy i widać twoje uczucia znalazły ujście właśnie w tym śnie. Naprawdę nic się nie stało- na twarzy chłopaka zagościł delikatny uśmiech.
- Ale proszę, nie gniewaj się na mnie- chlipnęła dziewczyna.
- Daj spokój, już nawet nie pamiętam, o co chodziło- odparł Ichigo i mocno ją przytulił.
- Zostań ze mną. Ja... potrzebuję cię- wyszeptała Rukia.
- Dobrze. Powinnaś iść spać, bo jesteś zmęczona. Będę czuwał przy tobie aż do rana.
- Nie...- dziewczyna przygryzła wargę.- Połóż się koło mnie.
Ta prośba zdecydowanie zaskoczyła Ichigo. Nie chciał jednak opuszczać dziewczyny w tym stanie. Delikatnie wsunął się pod kołdrę. Nie bardzo wiedział jak się zachować,więc sztywno położył się obok Rukii. Po chwili jednak nie mógł już wytrzymać. Odwrócił się na bok i objął ramieniem kruchą osóbkę. Czuł, że ogarnia go jakiś wewnętrzny spokój.
- Rukia... śpisz?- szepnął cichutko.
- Nie, w sumie to leżę i rozmyślam.
- Wiesz, przez to całe zdarzenie coś sobie uświadomiłem. Rukia ja chciałem... to znaczy...muszę ci powiedzieć...
Dziewczyna cierpliwie czekała. Serce waliło jej tak mocno, jakby chciało wyrwać się z piersi. Wreszcie Ichigo zdobył się na odwagę.
- Kocham cię...- powiedział zduszonym głosem.
Rukia zamarła. To wyznanie całkowicie ją zszokowało. Nawet po tym co mu powiedziała, nawet po tych wszystkich kłótniach i wyzwiskach, którymi go obrzucała... nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Jednak po chwili uświadomiła sobie, że ta chwila to najpiękniejszy moment jej życia. Z oczu dziewczyny popłynęły łzy. Miała ochotę wstać i skakać z radości.
- Rukia, ty płaczesz?
- Tak, ale to łzy szczęścia, wariacie- twarz dziewczyny rozjaśnił uśmiech.- Kocham cię, Ichigo. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo.
Rukia rzuciła się w ramiona chłopaka. Spojrzeli sobie głęboko w oczy i zbliżyli swe twarze. Na początku tylko nieśmiało muskali się wargami, ale po chwili ich pocałunki stały się zachłanne i pełne pożądania. Spleceni w pełnym namiętności uścisku zapomnieli o całym świecie.
           Rukię obudziły promyki słońca wślizgujące się do pokoju. Dziewczyna rozchyliła powieki. Leżała wtulona w nagi, umięśniony tors Ichigo. Było jej tak dobrze, że mogłoby trwać to dla niej wieczność.
- Ichigo... nie opuszczaj mnie już nigdy więcej- szepnęła mu do ucha.
- Głupia! Chcę trzymać cię w ramionach do końca życia.
***