***
Rangiku siedziała pod drzewem i obserwowała spadające liście. Minęły już 3 miesiące od wielkiej bitwy z Aizenem. Życie w Sereitei powoli wracało do normy. Udało się uratować większość rannych, którzy opuszczali szpital. Rangiku westchnęła. Od czasu pokonania Aizena bardzo się zmieniła. Zniknęła gdzieś dawna roześmiana, dowcipna i lubiąca imprezy Matsumoto. Teraz unikała zabaw, starała się przebywać w samotności. Wiele osób martwiło się o nią. Kapitan Hitsugaya starał się ją wspierać, ale nie wiedział, co stało się z jego zastępczynią. I tak naprawdę nikt tego nie wiedział. A Rangiku była zatopiona we wspomnieniach...
- Nie, tylko nie to, błagam!- krzyknęłam.
Teraz nie panowałam już nad sobą. Łzy pociekły mi z oczu. Zaczęłam trząść się i wrzeszczeć. Kątem oka zauważyłam, że Aizen zbliża się w naszą stronę. "Niech nawet mnie zabije! Nie pozwolę, żeby jeszcze zrobił coś Ginowi." Przytuliłam się do mężczyzny i przygotowałam się na śmierć. Jednak Aizen tylko prychnął pogardliwie.
- Jesteś żałosny, Ichimaru Ginie. Brzydzę się tobą. Nie wiem, jak mogłem współpracować z kimś tak słabym. Tacy zdrajcy jak ty powinni zniknąć z powierzchni ziemi. Jestem zmuszony zabić ciebie i twoją... kobietę.
- Nnniee... zostaw ją, ty... skurwielu...- szepnął Gin krztusząc się krwią. Nie mogłam znieść tego widoku. Podniosłam się z ziemi. Chciałam wyjąć katanę, ale w tej chwili zjawił się Ichigo. Złapał Aizena za twarz i oddalili się od nas. W ostatnim momencie uchwyciłam smutne spojrzenie chłopaka skierowane w moją stronę. To wszystko mnie przerastało. Upadłam na ziemię obok Gina i znów zaczęłam szlochać.
- Rangiku... nie wiem, co mam ci powiedzieć- szepnął.
- Cii... nic nie mów, jesteś wyczerpany- powiedziałam głaszcząc go po policzku.
- Ja... przepraszam. Chciałem sprawić, żebyś już nigdy więcej nie płakała- samotna łza spłynęła mu po twarzy. - Proszę, nie miej o mnie złego zdania, gdy odejdę.
- Co ty mówisz?! Przecież wyleczę cię i razem wrócimy do Sereitei!- zaczęłam krzyczeć.
- Nie, Ran- chan, ja umieram. Pamiętaj, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Kocham cię... zawsze cię kochałem. Przepraszam za wszystko. Żegnaj, Rangiku...- szepnął Gin i zamknął oczy."
Po policzku kobiety spłynęła łza. Gdy wspominała tę chwilę, nie mogła powstrzymać się od płaczu. Cały czas czuła obecność Gina. Spojrzała na różową szarfę. Nikt nie wiedział, czemu cały czas ją nosiła. To była jej najskrytsza tajemnica. Ten piękny szalik to pierwszy prezent od Gina. Był rzeczą, z którą nigdy się nie rozstawała. Zdjęła szarfę z ramion i zrobiła pętlę. Na tę chwilę była przygotowana. Nie mogła znieść tęsknoty za srebrnowłosym kapitanem, która powoli wyniszczała ją od środka. Zawiązała supeł na drzewie i stanęła na pobliskim głazie.
- Gin, nareszcie będę mogła znów cię zobaczyć- szepnęła.
W tej chwili oślepiło ją białe światło. Gdy jej oczy przyzwyczaiły się do jasności, zauważyła majaczącą w oddali postać. Po krótkiej chwili mogła już rozpoznać tę osobę. To był Ichimaru Gin. Podszedł do Matsumoto i zdjął pętlę z jej szyi.
- Co ty wyprawiasz, Rangiku?- spytał- Jesteś dla mnie najważniejszą osobą. Nie zniósłbym, gdybyś zrobiła sobie coś z mojego powodu.
Kobieta nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Srebrnowłosy pogładził ją po policzku.
- Daj spokój, Ran-chan. Naprawdę nie warto. Musisz zacząć nowe życie. Kiedyś na pewno się spotkamy. Pamiętaj, że cały czas będę nad tobą czuwał. Do zobaczenia, Rangiku!- powiedział Gin i pocałował ją w czoło. W tej chwili wszystko zniknęło. Matsumoto stała na trawie, a jej piękny szal leżał na ziemi. Podniosła różową szarfę i ruszyła w stronę zabudowań Sereitei. Uśmiechnęła się. Teraz wiedziała, że wreszcie będzie mogła odzyskać wewnętrzny spokój.
***
