sobota, 10 listopada 2012

4. SZCZĘŚCIE W ZASIĘGU RĘKI cz.3 (Rukia x Ichigo)

       Na początku chciałabym przeprosić, że wcześniej nie dodałam rozdziału, ale byłam tak zabiegana, że nie miałam czasu myśleć o tym blogu. Na szczęście to opowiadanie napisałam już jakiś czas temu, więc musiałam tylko poprawić błędy i zmienić zakończenie. To już ostatnia część tej historii, mam nadzieję, że Wam się spodoba. Na zakończenie chcę jeszcze podziękować wszystkim, którzy czytają tego bloga, a przede wszystkim tym, którzy komentują, bo to dla mnie bardzo wiele znaczy. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania- Kasumi-san.
***
        Przez tydzień nie byłam na lekcjach. Wielkimi krokami zbliżały się Dni Otwarte naszej szkoły, a co za tym idzie także przedstawienie. Zastanawiałam się, czy przyjść na ten spektakl. "Cała klasa pewnie martwi się o mnie. Poza tym, wychowawczyni pewnie się wkurzy, jeśli ktoś z klasy nie przyjdzie i nie usprawiedliwi tego." W końcu nadszedł dzień występu. Wstałam rano i powoli zaczęłam przygotowywać się do wyjścia. Czas mijał mi bardzo szybko. Wciąż oszukiwałam się i udawałam, że wcale nie boję się spotkania z Ichigo. Miałam nadzieję, że w tym całym zamieszaniu nie będę musiała z nim rozmawiać. Ostatni raz spojrzałam w lustro i wyszłam z domu. Spojrzałam na zegarek. Była 18:30, a przedstawienie miało rozpocząć się o 20:00, więc miałam jeszcze dużo czasu. "Bez sensu byłoby teraz wracać. Może pomogę innym przy dekoracji, albo przy zakładaniu kostiumów. Chociaż do tego się przydam." Gdy weszłam na salę gimnastyczną było tam już kilka osób i nauczycielka, która z wielkim przejęciem kierowała wszystkimi. Po chwili usłyszałam głosy:
- Rukia, nareszcie wróciłaś!
- Miło cię widzieć, Kuchiki-san.
- Gdzie ty się tyle podziewałaś?
- Chodź, pomóż nam z dekoracją!
Szczerze mówiąc, brakowało mi tego. Chyba nie jestem typem prawdziwej samotniczki. Już chciałam podejść do kolegów, kiedy zawołała mnie nauczycielka:
- Co to ma znaczyć, Kuchiki? Nie ma cię tydzień przed przedstawieniem i nawet nie raczysz zadzwonić i powiedzieć, czy wszystko w porządku!
- Po prostu nie czułam się najlepiej, pani profesor- powiedziałam.
- Masz szczęście, że nie grasz żadnej roli. A teraz, do roboty!
Bardzo szybko uporaliśmy się z dekoracją, która prezentowała się naprawdę efektownie. Na salę zaczęło schodzić się coraz więcej osób. W końcu zauważyłam także Ichigo. Od razu dostrzegł mnie wśród innych, podszedł i zaczął się dopytywać:
- Boże, Rukia! Tak się martwiłem, że coś ci się stało! Co się z tobą dzieje? Gdzie byłaś przez cały tydzień? Powiedz mi pro...
Salę wypełnił przeraźliwy krzyk nauczycielki.
- Jak to cię nie będzie?! Przecież grasz główną rolę! Nie obchodzi mnie, że nie możesz wstać z łóżka! Przez ciebie cała nasza praca pójdzie na marne! Jesteś bardzo nieodpowiedzialna, Inoue. Żegnam!
Wszyscy spojrzeli po sobie, bo nie byli pewni, co się stało. W końcu nauczycielka rozwiała nasze wątpliwości.
- Słuchajcie...chyba musimy odwołać nasze przedstawienie. Orihime zadzwoniła przed chwilą i powiedziała, że jej nie będzie, bo jest bardzo chora. Wszystko na marne!
Nie wiedzieliśmy, jak się zachować. Jedni zaczęli pakować swoje rzeczy, inni po prostu stali w miejscu, czekając na jakąś decyzję.
- Mam! - krzyknęła nagle wychowawczyni. - Kuchiki, ty jesteś przecież dublerką Inoue. W sumie wcisnęłam ci tę rolę z braku lepszego pomysłu, ale teraz mogłabyś się przydać. Nauczyłaś się kwestii Julii?- spytała z nadzieją w oczach.
- No... w zasadzie to tak, ale nie wiem, czy sobie poradzę, pani profesor. Przecież nie byłam na żadnej próbie i...
- Przestań gadać bzdury! Spektakl musi się odbyć. Nieważne czy z Inoue, czy bez niej.
Serce zaczęło mi mocniej bić w piersi. Te słowa oznaczały, że ja i Ichigo będziemy razem grali główne role.
- Kurosaki! Weź Kuchiki ze sobą i pójdźcie przećwiczyć wspólne sceny. No już, ruszcie się!- krzyknęła nauczycielka i wypchnęła nas oboje na korytarz.
"Cholera! Teraz jestem z nim sam na sam. Jak mam się zachowywać?"
- Więc, Rukia... może wytłumaczysz mi to twoje zniknięcie? Wiesz, bardzo się martwiłem...
- O nic nie pytaj, bo i tak ci nie odpowiem, kretynie. Po prostu przećwiczmy te sceny i wracajmy na salę- odparłam lodowatym głosem.
Próba wyszła nam bardzo dobrze. Szybko załapałam o co chodzi i popisywałam się przed Ichigo swoimi umiejętnościami aktorskimi. Gdy dotarliśmy do sceny pocałunku, Kurosaki kompletnie nie wiedział, jak się zachować.
- Dobra, dalej powinno już pójść gładko.Wracajmy na salę, bo nie zdążymy się przebrać.
Zostawiłam osłupiałego chłopaka na korytarzu. Natychmiast pobiegła do mnie wychowawczyni. Powiedziałam, że wszystko gra i spokojnie mogę wystąpić. Przebrałam się w kostium Julii, zrobiłam makijaż i spokojnie czekałam za kulisami. Gdy inni mnie ujrzeli, z niedowierzaniem kręcili głowami, a Ichigo wyglądał, jakby zobaczył mnie po raz pierwszy. W końcu zaczęło się przedstawienie. Miałam lekką tremę, ale gdy wyszłam na scenę, nie byłam już Kuchiki Rukią, ale Julią Kapulet. Wszystko szło doskonale. Żaden z aktorów nie pomylił tekstu. Wreszcie nadeszło to, czego bałam się najbardziej- scena pocałunku. Powiedziałam swoją kwestię najlepiej, jak potrafiłam i czekałam w napięciu. "Ciekawe, co zrobi Ichigo? Przecież nie pocałuje mnie, skoro ma już dziewczynę..." Otrząsnęłam się z rozmyślania, bo Ichigo właśnie skończył mówić. Podszedł do mnie i krzyknął: "Kocham cię!", po czym zbliżył swą twarz do mojej i szepnął:
- Kocham cię, Rukia. Nieważne, co się stanie, zawsze będę cię kochał, choć wiem, że tego nie odwzajemniasz.
Wziął mnie na ręce i złożył na mych ustach namiętny pocałunek. Cała widownia zaczęła klaskać i wiwatować. Ichigo zszedł ze sceny trzymając mnie w ramionach. Byłam oszołomiona i stałam jak słup soli, choć nauczycielka ściskała mnie i obejmowała płacząc z radości. Wszyscy gratulowali mi udanego występu. Po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, co się właśnie stało. Ichigo wyznał mi miłość. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść i znaleźć się sam na sam z pomarańczowowłosym. Nigdzie nie było widać jego sylwetki. Wybiegłam ze szkoły i ruszyłam przed siebie. W końcu zauważyłam go siedzącego na ławce. Podeszłam bliżej i przycupnęłam obok niego. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, ale w końcu Ichigo powiedział do mnie:
- Chyba muszę ci coś wyjaśnić, Rukia.
Kiwnęłam tylko głową dając mu znak, żeby kontynuował.
- Wiesz, to, co powiedziałem ci na przedstawieniu to prawda. Nie wiem, kiedy to się zaczęło, zawsze traktowałem cię jak przyjaciółkę, ale teraz czuję, że to coś więcej.
Po tych słowach serce zaczęło mi mocniej bić, tak jak wtedy, gdy pocałował mnie na spektaklu. Jednak wciąż miałam wątpliwości.
- Ichigo, chciałabym się o coś zapytać, zanim skończysz. Wyznałeś mi miłość, ale przecież ty jesteś z Inoue. O co w tym wszystkim chodzi?
Ichigo spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach.
- Co? Jak to z Inoue? Chyba coś ci się pomieszało.
- Przecież sama słyszałam, jak mówisz jej, że ją kochasz!- krzyknęłam powoli tracąc panowanie nad uczuciami.
- Oszalałaś, Rukia? Nigdy żadnej dziewczynie oprócz ciebie nie wyznałem miłości.
- Tak? A wtedy, gdy Orihime była u ciebie w domu? Cały czas słyszałam jak chichoczecie, a wreszcie ty powiedziałeś, że ją kochasz. Nie wiem, w co ty pogrywasz, ale nie zamierzam się w to bawić. Cześć!
Byłam już na niego mocno wkurzona, więc wstałam z ławki, chcąc wrócić do domu, jednak Ichigo zatrzymał mnie chwytając mój nadgarstek.
- Może pozwolisz mi się chociaż wytłumaczyć?- zapytał.
Usiadłam z powrotem obok chłopaka i spojrzałam na niego niechętnym wzrokiem. Ichigo obdarzył mnie pełnym politowania uśmiechem i pogłaskał mnie po głowie.
- Wydajesz się być taka dojrzała, a zachowujesz się głupiutko jak mała dziewczynka. Wtedy, gdy Orihime u mnie była, po prostu ćwiczyliśmy role do przedstawienia. Przypomnij sobie, czy Romeo nie wyznaje Julii miłości?
Pomyślałam nad tym przez chwilę i nie mogłam uwierzyć, że nie domyśliłam się, o co chodziło. Jednak poczułam ulgę, że Ichigo nie kłamał. Przysunęłam się do chłopaka i delikatnie pocałowałam go w usta.
- A to...?- spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Po prostu chciałam ci powiedzieć, że cię kocham- powiedziałam oblewając się rumieńcem.
Ichigo uśmiechnął się i jeszcze raz mnie pocałował.
- Mam nadzieję, że to nie jest sen. Właśnie spełniło się moje największe marzenie.
Wtuliłam się w Ichigo, a on objął mnie ramieniem i gładził moje włosy. W pewnym momencie chłopak wybuchnął głośnym śmiechem.
- Hej, o co ci chodzi?- spytałam zdziwiona.
- Panno Kapulet, może zaprowadzę cię do szkoły, abyś założyła jakieś bardziej cywilizowane ubrania?
- Ach, Romeo, czy mógłbyś zanieść swą ukochaną, bo jest bardzo zmęczona?- ziewnęłam z teatralną przesadą.
Nie zdążyłam się zorientować, co się stało, a już Ichigo niósł mnie na rękach do szkoły. Na szczęście nauczycielka była jeszcze w sali.
- No, Kuchiki, mało brakowało, a oddałabym twoje ubrania do wypożyczalni. Szybko, przebieraj się i wracajcie do domu.
W mgnieniu oka zmieniłam strój i wyszliśmy z Ichigo ze szkoły. Wracaliśmy do domu powolnym krokiem i napawaliśmy się swoją obecnością nie widząc świata poza sobą. A była to jasna, księżycowa noc...
***

piątek, 26 października 2012

4. SZCZĘŚCIE W ZASIĘGU RĘKI cz.2 (Rukia x Ichigo)


Oto i druga część mojego opowiadania! Nie będę się rozpisywać, więc po prostu zapraszam do czytania;)      
***
            Przez następne dni starałam się unikać Ichigo. Prawie wcale nie rozmawialiśmy. Przestałam też wracać z nim do domu. Czułam się taka samotna. Po lekcjach szłam do parku i tam spędzałam całe godziny. Zaczęłam też uczyć się swojej roli do przedstawienia. Pomagało mi to przestać rozmyślać nad własnym życiem. Po paru dniach cały tekst umiałam już na pamięć. Tymczasem w szkole panowało coraz większe poruszenie. Głównym klasowym tematem był oczywiście spektakl. Wszyscy rozmawiali o muzyce, dekoracjach, kostiumach. Najczęstszym tematem plotek byli jednak Inoue i Ichigo. Okazało się, że w scenariuszu, który wręczyła im nauczycielka, była także scena pocałunku. Uczniowie snuli domysły, jak będzie ona wyglądać. Wydawało mi się wtedy, że ten fragment zostanie pominięty, ale byłam w błędzie. Na jednej z lekcji wychowawczyni oznajmiła, że ta scena jest niezbędna do tego, aby przedstawienie się udało, a pocałunek będzie najważniejszym elementem spektaklu.
- Będziecie musieli się przemóc. Mam nadzieję, że wyjdzie to naturalnie. Powinniście pokazać jak najwięcej uczuć. I naprawdę, nie krępujcie się. To tylko aktorski pocałunek, więc nie bierzcie tego do siebie- powiedziała nauczycielka do Ichigo i Inoue.
"Taa... aktorski pocałunek. Orihime i tak będzie wyobrażać sobie nie wiadomo co. Ichigo pewnie w to graj. Przecież to taka ładna dziewczyna"- pomyślałam. Po chwili jednak zreflektowałam się. Dlaczego tak mnie to denerwowało? Przecież nie powinnam mieć z tym problemu, a jednak czułam dziwny ból w sercu.
           Mijał dzień za dniem i wszystko coraz bardziej nabierało kolorów. Przygotowane było większość dekoracji, muzyka i część kostiumów. Niezbyt się tym wszystkim przejmowałam, bo tak naprawdę nie pełniłam żadnej funkcji w tym przedsięwzięciu. Wprawdzie znałam całą rolę Julii, ale nie byłam nią ja, lecz Inoue. Mimo to, w samotności lubiłam ćwiczyć sobie jej kwestie. Chodziłam po lekcjach do parku i tam siedziałam całymi godzinami. Jednego dnia całkowicie straciłam poczucie czasu. Gdy wracałam do domu, było już ciemno. Po cichu otworzyłam drzwi i weszłam do środka, bo nie byłam pewna, czy nie obudzę rodziny Kurosakiego. Gdy zmierzałam w stronę swojego pokoju, moją uwagę zwróciły głosy, które dobiegały z pokoju Ichigo. Podeszłam do drzwi."Wiem, że to nieładnie podsłuchiwać, ale zżera mnie ciekawość." Teraz wiedziałam, że chłopak siedzi tam z Inoue. Spojrzałam na zegarek. Była 23:20. "Co oni robią o tej porze?".Starałam się wychwycić, o czym rozmawiają, ale co chwila wybuchali śmiechem, co nie ułatwiało mi zadania. W pewnym momencie zapanowała cisza. Już miałam odchodzić, bo myślałam, że Orihime wraca do domu. Jednak usłyszałam coś jeszcze. Ichigo zaczął cicho mówić, a po chwili krzyknął: "Kocham cię!". Odskoczyłam od drzwi jak poparzona. Bardzo mnie to zabolało. Nie panowałam nad emocjami i z płaczem pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i wtuliłam twarz w poduszkę. "Jak on mógł wyznać miłość Inoue?! Ona nie będzie potrafiła docenić tego uczucia!". Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Targało mną mnóstwo uczuć. Po chwili zastanowienia, wreszcie coś sobie uświadomiłam. "Nie, to niemożliwe... Jestem zakochana?". Pomyślałam o Ichigo. Na jego widok reagowałam ostatnio zupełnie inaczej niż zawsze. Poza tym, gdy wyznał miłość Inoue, poczułam, jakby ktoś wbił sztylet w moje serce. "To i tak niczego nie zmienia. Ichigo ma teraz dziewczynę, a ja pozostanę dla niego tylko przyjaciółką." Usnęłam ze łzami w oczach myśląc o pomarańczowowłosym chłopaku.
Nazajutrz czułam się bardzo źle. Miałam oczy czerwone od płaczu i potwornie bolała mnie głowa. Wcale nie chciało mi się iść do szkoły. W dodatku nie miałam ochoty słuchać, jak ta przeklęta Inoue chwali się na prawo i lewo, że właśnie zaczęła chodzić z Ichigo. W końcu jednak przemogłam się i postanowiłam nie opuszczać zajęć tego dnia. Miałam już zbyt dużo nieobecności na swoim koncie. Gdy wyszłam z domu, wiedziałam, że mocno się spóźnię. Do klasy weszłam w połowie lekcji. Wszyscy dziwnie na mnie spojrzeli. "No tak, mogłam się tego spodziewać. Wyglądam jak siedem nieszczęść z tymi potarganymi włosami i worami pod oczami." Nauczycielka powiedziała, żebym usiadła w ławce i przyszła do niej po lekcji. Cały czas czułam na sobie spojrzenie Ichigo, jednak nie odwróciłam się. Nie chciałam pokazywać, że coś się stało. Po lekcji dostałam od nauczycielki reprymendę, bo coraz częściej zdarzało mi się spóźniać. Po zajęciach miała odbyć się próba przedstawienia. W sumie mogłam na nią nie iść, bo nie grałam żadnej roli, jednak byłam bardzo ciekawa, jak wychodzi Inoue i Ichigo wcielanie się w Julię i Romea. Próba szła całkiem nieźle, jednak niektórzy nie do końca znali jeszcze swoje role. A szczególnie główni bohaterowie, którzy często musieli zaglądać w tekst scenariusza. Od czasu do czasu podpowiadałam Inoue fragment roli. "Niech wie, że wcale nie jest niezastąpiona." Kątem oka zauważyłam, że Ichigo często zerka w moją stronę. Starałam się nie zwracać na to uwagi, ale dziwiło mnie to. "Przecież on jest teraz z Inoue. Powinien być zapatrzony teraz w swoją księżniczkę i jak najlepiej odgrywać rolę. No cóż, może martwi się moim porannym spóźnieniem?" W końcu nadeszła wyczekiwana przez wszystkich scena pocałunku. Aktorzy powiedzieli swoje kwestie i teraz nie wiedzieli za bardzo jak się zachować. Spojrzeli na siebie z zakłopotaniem i stali w miejscu czerwieniąc się po uszy. "O co tu chodzi? Przecież są parą, nie powinni mieć problemu z jednym całusem. Może wstydzą się nauczycielki? Sama już nie wiem..." Z rozmyślań wyrwał mnie głos wychowawczyni:
- No, co jest, Ichigo? W tym miejscu całujesz Inoue w usta. Nie doczytałeś tego w scenariuszu?
Po tych słowach oboje zaczęli się wzbraniać i plątać w wyjaśnieniach. Pytali, czy nie może być w policzek, albo w czoło. "O matko, co za dziecinada. Przecież i tak wszyscy niedługo dowiedzą się, że są razem. Niech się wreszcie pocałują i będzie święty spokój." Tak naprawdę wcale nie chciałam, aby to się wydarzyło. W moim sercu wciąż tliła się iskierka nadziei. Usłyszałam krzyk nauczycielki, która była już mocno zdenerwowana:
- Przecież nie jesteście już w podstawówce! To przedstawienie ma wyjść naprawdę poważnie, a bez pocałunku wszystko pójdzie na marne!
Inoue zbliżyła się do Ichigo, stanęła na palcach i pocałowała go w usta. Nauczycielka uśmiechnęła się i zaczęła bić brawo. Po chwili dołączyli do niej również uczniowie. To było już ponad moje siły. Wstałam szybko i popatrzyłam na Ichigo. Poczułam, że w moich oczach zbierają się łzy. Tylko na moment uchwyciłam spojrzenie chłopaka. Złapałam torbę i wybiegłam z płaczem ze szkoły. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, więc poszłam do parku. Usiadłam na swojej ulubionej ławce i zaniosłam się głośnym płaczem. Ludzie przechodzący obok mnie patrzyli się dziwnie, a niektórzy pytali, czy wszystko w porządku. Zaczęło się ściemniać. Nie chciałam wracać do domu Ichigo. Gdybym tylko go zobaczyła, od razu serce pękłoby mi na pół. Nie za bardzo miałam gdzie pójść, więc postanowiłam zatrzymać się w sklepie Urahary:
- Ohayo, Kuchiki-san! Czy przyszłaś kupić któryś z moich niezwykłych towarów?- spytał z uśmiechem Kisuke.
- Nie, nie tym razem. Mam do ciebie prośbę. Chciałabym zatrzymać się tutaj przez kilka dni.
Uśmiech zniknął z twarzy sklepikarza.
- Oczywiście, Rukia-san. U mnie możesz zostać zawsze, kiedy tylko zechcesz. Ale... chyba coś się stało, prawda? Śmiało, wejdź do środka.
Urahara zaparzył nam herbaty i porozmawialiśmy trochę. Widziałam po nim, że bardzo się o mnie martwi, ale nie pytał o nic. Byłam mu za to wdzięczna, bo w tamtej chwili nie miałam ochoty nikomu mówić tym, co trapiło moją duszę. Poczułam się senna, więc spytałam się, czy mogę pójść odpocząć. Kapelusznik zaprowadził mnie do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. "Całe moje życie nie ma sensu. Zawsze tylko plątam się komuś pod nogami i stwarzam same problemy. Jestem beznadziejna..." Ta noc trwała dla mnie bardzo długo. Starałam się zasnąć, ale wciąż miałam przed oczami Inoue, która całuje się z Kurosakim. Nigdy w życiu nie czułam się tak samotna, jak właśnie tamtej nocy. W końcu nadszedł upragniony ranek. Uznałam, że nie pójdę do szkoły, bo i tak pewnie uciekłabym po pierwszej lekcji. Nie byłam w stanie spojrzeć Ichigo w oczy. Jeszcze nie wtedy.

Ciąg dalszy nastąpi...



niedziela, 21 października 2012

4. SZCZĘŚCIE W ZASIĘGU RĘKI cz.1 (Rukia x Ichigo)

       Wstawiam kolejne opowiadanie o miłosnych przygodach Rukii i Ichigo. Nie wiem dlaczego, ale bardzo upodobałam sobie tę parę;) Tym razem akcja rozgrywa się w świecie ludzi. Podzieliłam moją pracę na 3 części, bo na jeden raz byłaby chyba trochę za długa. Mam nadzieję, że opowiadanie przypadnie Wam do gustu. Liczę na liczne komentarze! Pozdrawiam- Kasumi-san.

***
         - Mmm... proszę, jeszcze chwilkę- mruknęłam, słysząc dobrze sobie znany i znienawidzony dźwięk budzika.  Z trudem otworzyłam sklejone powieki. Na zegarku widniała godzina 6:30. Ziewnęłam przeciągle i zwlokłam się z łóżka. Zarzuciłam szlafrok na ramiona i poczłapałam w stronę łazienki. Nacisnęłam klamkę, ale drzwi były zamknięte. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że łazienka jest zajęta. Zaczęły docierać do mnie różne dźwięki: szum wody i czyjeś śpiewanie pod prysznicem. Chociaż trudno to było nazwać śpiewaniem- ktoś po prostu wydzierał się wniebogłosy.
- Ichigo! Wyłaź z tej łazienki!- krzyknęłam waląc przy tym pięścią w drzwi.
- No już, zaraz! Nawet nie dasz człowiekowi się w spokoju wykąpać. Pięć minut i wychodzę.
Postanowiłam, że poczekam pod drzwiami. "Przez tego głupka tylko tracę czas!"- pomyślałam. Czekając na Ichigo prawie zasnęłam na stojąco. "No, wreszcie wyszedł"- pomyślałam, kiedy drzwi łazienki się otworzyły. O, Boże! Stał przede mną w samym ręczniku owiniętym wokół bioder.
- Eee... Rukia? Coś ze mną nie tak?
- Nie, dlaczego?- otrząsnęłam się z zamyślenia.
- Po prostu gapisz się na mnie, jakbym był jakimś kosmitą.
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że przez dłuższą chwilę stałam i wpatrywałam się w jego nagi tors.
- Ehh... po prostu zdziwiłam się, że jesteś tak bez ciuchów i w ogóle...- zaczęłam się plątać.
Ichigo zrobił zdziwioną minę.
- Przecież to nie pierwszy raz, kiedy widzisz mnie bez koszulki- powiedział.
- Dobra, nieważne! Spadaj już, idioto, bo przez ciebie znowu spóźnię się do szkoły- krzyknęłam na przyjaciela i trzaskając drzwiami weszłam do łazienki.
Stojąc pod prysznicem zastanawiałam się, co się ze mną ostatnio dzieje. "Myślę o tym pomarańczowowłosym kretynie całymi dniami i nocami, przez co na niczym nie mogę się skupić. A przecież Ichigo to mój najlepszy przyjaciel. Muszę z tym skończyć." Z takim postanowieniem powędrowałam do szkoły. Pierwsza lekcja była akurat z wychowawczynią. Miałam nadzieję, że uda mi się odrobinę zdrzemnąć, ale nowinki nauczycielki pokrzyżowały mi plany.
- Drodzy uczniowie! Chciałabym wam oznajmić, że dokładnie za trzy tygodnie odbędą się Dni Otwarte naszej szkoły. Z tej okazji każda klasa musi się jakoś zaprezentować. Wraz z radą pedagogiczną nie mogliśmy zdecydować, jaka forma pokazu ma to być, więc uznaliśmy, że najlepsze będzie losowanie. No i cóż... zadaniem naszej klasy będzie przedstawienie dramatu. Długo zastanawiałam się, jaką sztukę wystawić i w końcu uznałam, że "Romeo i Julia" to najlepszy wybór.
Przez klasę przeszedł pomruk niezadowolenia. Widocznie wszyscy podzielali moje zdanie. "Po co mamy odstawiać jakieś durne szopki przed całą szkołą?".
- A więc, na początek chciałabym zrobić rzecz najważniejszą, czyli obsadzić role. Zaczniemy od najważniejszych postaci, czyli Romea i Julii. Dobrze, dziewczynki, któraś chętna do roli Julii?
"Pff, ani myślę się zgłaszać"- pomyślałam. Siedziałam ze znudzoną miną, podczas gdy dziewczyny                  w podnieceniu chichotały i szeptały sobie coś na ucho. Ostatecznie niemal wszystkie ręce należące do dziewcząt znalazły się w górze.
- Hmmm, nie chcę być niesprawiedliwa, więc po prostu zrobimy losowanie. Proszę, napiszcie swoje imię i nazwisko na karteczce i wrzućcie do tego pudełka.
Gdy wszystkie dziewczęta były już w ławkach, belferka zamieszała skrawki papieru i wyjęła jeden.
- W naszym przedstawieniu rolę Julii odgrywać będzie... Inoue Orihime! Kochanie, przyjdź do mnie po lekcji, aby odebrać scenariusz- powiedziała wychowawczyni i uśmiechnęła się do rudowłosej.
Jedne dziewczyny gratulowały koleżance, inne patrzyły na nią z zazdrością. Po chwili w klasie znów rozbrzmiał głos nauczycielki.
- Mamy już Julię, więc teraz kolej na Romea. Któryś z panów chętny do tej roli?
Chłopacy popatrzyli na siebie znudzonym wzrokiem, ale żaden z nich nie podniósł ręki. Wychowawczyni mocno się zdenerwowała.
- Skoro nikt nie chce się zgłosić, wszyscy będziecie musieli brać udział w losowaniu- powiedziała.
W klasie rozległy się mściwe szepty i jęki rozpaczy. Jednak widząc przeraźliwe spojrzenie nauczycielki wszyscy posłusznie napisali na karteczkach swoje imiona i nazwiska. Belferka wyjęła po chwili kartkę                 z pudełka i oznajmiła:
- Romeem w naszym przedstawieniu będzie... Kurosaki Ichigo!
"Co?! Ichigo będzie Romeem, a Inoue Julią? Nie, to niemożliwe!" Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że gwałtownie wstałam z krzesła i teraz oczy wszystkich obecnych były skierowane na mnie. "Cholera, co się ze mną dzieje?!"
- Wszystko w porządku, Kuchiki?- spytała zaniepokojona nauczycielka.
- Tak, pani profesor. Przepraszam za zamieszanie- odparłam i szybko usiadłam na krześle.
"Co ja wyprawiam? Co z tego, że Ichigo będzie Romeem, a Inoue Julią? Przecież on jest moim najlepszym kumplem, a ja zachowuję się, jakbym była zazdrosna. Nie, precz! Wypluj to! Muszę przestać się tak zachowywać, bo jeszcze pomyślą, że coś nie tak z moją psychiką." Spojrzałam w stronę Ichigo i zauważyłam, że przez jakiś czas wpatrywał się we mnie dziwnym wzrokiem. Szybko odwróciłam spojrzenie, przy okazji mocno się rumieniąc. "Uspokój się, idiotko. Co on sobie teraz o tobie pomyśli?". Z zamyślenia wyrwał mnie głos nauczycielki.
- Cóż, skoro wszystkie role już rozdane i ustaliliśmy, kto zajmuje się dekoracją i muzyką, to chyba wszystko. Jeżeli macie jakieś pytania, proszę przyjść do mnie po lekcji. Ach, zapomniałabym! Te osoby, które nie mają żadnej funkcji, również proszę o zgłoszenie się do mnie. W końcu przedstawienie ma być dziełem wspólnym całej klasy.
"A już myślałam, że ominie mnie ta cała szopka. Pewnie każą mi stać w przebraniu drzewa i kołysać się w rytm muzyki." Po lekcji koło nauczycielki stało sporo osób, więc postanowiłam poczekać aż wszyscy załatwią swoje sprawy. Gdy uczniowie już wyszli, podeszłam do biurka i spytałam:
- Więc co mam robić w związku z tym spektaklem, proszę pani?
- Cóż, Kuchiki... wszystkie role są już obsadzone, ale chyba mam pomysł. Możesz zostać dublerką Inoue. W końcu gra główną postać. Gdyby Orihime nam się rozchorowała, czy coś podobnego, byłoby krucho. Proszę, to scenariusz i zaznaczone kwestie. Postaraj nauczyć się tego na pamięć.
- Dobrze, pani profesor- powiedziałam biorąc od niej kartki.
"No nie, gorzej to już być nie mogło. Już wolałabym być drzewem. A tak to muszę wykuć większość scenariusza na pamięć. Niech to szlag!".
Reszta dnia minęła raczej w spokoju. Były jakieś sprawdziany, ale jakoś mało mnie to obchodziło. Nie mogłam się na niczym skupić. Odczułam ulgę, gdy zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji. W sumie nigdzie mi się nie spieszyło, więc wyszłam ze szkoły powolnym krokiem. Wystraszyłam się, gdy z zamyślenia wyrwał mnie Ichigo.
- Hej, Rukia! Wracamy do domu?- spytał.
"No i co ja mam mu powiedzieć? Nie chcę z nim iść, ale inna odpowiedź wyda się podejrzana."
- Dobrze, chodźmy- odparłam nie mogąc znaleźć odpowiedniej wymówki.
Gdy szliśmy ulicami Karakury, nasze ręce parę razy otarły się o siebie. W tych chwilach czułam, że się rumienię. Przez całą drogę nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Ichigo również wydawał się pogrążony we własnych myślach. Jednak, gdy dochodziliśmy do domu, chłopak nagle przystanął. Spojrzał mi prosto w oczy.
- Rukia, co się z tobą ostatnio dzieje? Cały czas jesteś jakaś zamyślona, w ogóle ze mną nie rozmawiasz, dziwnie się zachowujesz. Zupełnie jak nie ty. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. Powiedz mi, co się stało- mówił to z taką troską, że od razu lepiej zrobiło mi się na duszy. "Boże, co ja mam mu powiedzieć? Przecież nie prawdę!"
- Wszystko w porządku, Ichigo. Chyba po prostu jestem trochę przemęczona. No wiesz, szkołą i tym wszystkim- odpowiedziałam starając się uśmiechnąć. Chyba nie wyszło to zbyt przekonywująco.
- Jeżeli coś będzie się działo, to wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. "W tej sprawie chyba nie będziesz w stanie mi pomóc."- pomyślałam i weszłam do domu.

Ciąg dalszy nastąpi...



niedziela, 7 października 2012

3. POŻEGNANIE (Inoue x Ulquiorra)


      Inoue stała wpatrzona w jeden punkt. Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie się stało. "Kurosaki-kun... to wszystko przez niego. Wcale nie chciałam, żeby mnie ratował. Ale nie chcę winić go za to, co zrobił. Przecież... on chciał dla mnie dobrze..." Nie mogła patrzeć na scenę, która rozgrywała się tuż przed nią. Ichigo stał przed Ulquiorrą i trzymał katanę wbitą w jego pierś. Rozmawiali o czymś, ale Orihime nie słuchała. Przez głowę przebiegało jej stado myśli i wspomnień. Te wszystkie chwile spędzone z Ulquiorrą w Hueco Mundo... to był zdecydowanie najlepszy okres w jej życiu. Na początku bardzo bała się Arrancara. Był taki zimny, obojętny i niedostępny. Jednak po pewnym czasie lodowa pokrywa zaczęła pękać. Na początku były coraz dłuższe rozmowy, pierwsze delikatne muśnięcia dłoni. Potem uczucie rozwinęło się- pierwsze pocałunki, pierwsze wspólnie spędzone noce. Gdy Orihime o tym myślała, uświadomiła sobie, jak bardzo kocha Ulquiorrę. A on umierał teraz na jej oczach. Ocknęła się z transu. Podbiegła do walczących i spytała Ichigo:
- Kurosaki-kun, czy mógłbyś zostawić nas na chwilę samych?- teraz już nie powstrzymywała się od płaczu.
Pomarańczowowłosy bardzo się zdziwił.
- Inoue... co ty mówisz? Przecież...
- Kurosaki-kun, proszę... to dla mnie bardzo ważne- przerwała mu z dziwną dla siebie stanowczością w głosie.
Ichigo wzruszył ramionami i odszedł. Stał jednak w miarę blisko, aby w razie potrzeby ruszyć dziewczynie na ratunek. Ulquiorra upadł na ziemię. Wyglądał tragicznie. Nie miał jednej ręki, a całe jego ciało było zbrukane krwią. Inoue zareagowała błyskawicznie:
-Soten Kisshun! -krzyknęła chcąc uzdrowić Arrancara.
- Nie, Inoue...- szepnął- To nic nie da.
- Ale... co ty mówisz?! Uleczę cię i wszystko będzie dobrze!- krzyczała.
- Nie, odpuść. Pozwól mi się tylko z tobą pożegnać.
Inoue zauważyła, że jego postać zaczęła powoli znikać. Z jej oczu pociekły łzy.
- Orihime, dziękuję ci za wszystko. Zmieniłaś mnie na lepsze. Pokazałaś tyle różnych rzeczy. Nauczyłaś mnie, jak kochać. Inoue, z niczego nie cieszę się tak, jak z tego, że cię poznałem. Spędziłem z tobą najpiękniejsze chwile mojego życia. Ale teraz muszę odejść, już nic tego nie zmieni. Kocham cię, Inoue. Żegnaj.
- Zawsze będę cię kochać, Ulquiorra-kun- odparła przez łzy.
Po tym wyznaniu złożyli na swych ustach ostatni pocałunek. Postać Arrancara zniknęła całkowicie z oczu dziewczyny. Inoue rzuciła się z płaczem na ziemię. Wiedziała, że teraz nic nie będzie już takie samo. Właśnie straciła osobę, która była dla niej całym światem.
***

Ohayo!

Wiem, że nie piszę żadnych opowiadań, ale po prostu szkoła mnie całkowicie pochłania. Obiecuję, że w ciągu kilku dni pojawi się kolejny one-shot. Mam nadzieję, że opowiadania wrzucone przeze mnie do tej pory podobają Wam się;) Liczę na liczne komentarze. Pozdrawiam- Kasumi-san.

poniedziałek, 3 września 2012

2. KOSZMAR (Rukia x Ichigo)


          Krople wody głośno bębniły. Rukia już od godziny brała prysznic. Tak naprawdę siedziała w łazience tylko po to, aby pobyć w samotności i pomyśleć. Czuła się jak szmaciana lalka szarpana we wszystkie strony. Targało nią wiele uczuć, ale sama gubiła się w tym wszystkim. Dziś znowu pokłóciła się z Ichigo. Ostatnio zdarzało im się to coraz częściej. Rukia w sumie sama nie wiedziała o co poszło. Cóż, pewnie znów jakaś błahostka. "Wariatka, debilka, suka"- te słowa dźwięczały jej w głowie. "Żałuję, że kiedykolwiek cię spotkałem. Najlepiej byłoby, gdybyś w ogóle nie pojawiła się w moim życiu!". Chyba nikt nigdy tak bardzo jej nie zranił. Rukia westchnęła i zakręciła kran.  Spojrzała na zegar- było już po północy. Chyłkiem przemknęła do swojego pokoju i wślizgnęła się do łóżka. Była tak zmęczona po ciężkim dniu, że po kilku minutach ogarnął ją sen.
Znajdowałam się w dziwnym miejscu. Wszystko dookoła było białe. Czułam dziwną pustkę. Po prostu szłam przed siebie jak robot wykonujący polecenia swego właściciela. Nagle w oddali zamajaczyły dwie sylwetki. Zbliżyłam się. To, co ujrzałam zaparło mi dech w piersiach. Tymi postaciami byliśmy ja i Ichigo. Walczyliśmy ze sobą bardzo zażarcie, jednak było w tym wszystkim coś dziwnego. Ichigo w ogóle nie atakował, tylko cały czas parował moje ciosy. Druga ja miała szaleństwo w oczach. Atakując krzyczała: "Nienawidzę cię, zniszczyłeś mi życie, jesteś beznadziejny, nic dla mnie nie znaczysz!". Te słowa...były moje. Przecież tak mówiłam podczas naszych kłótni. Ale to nie była prawda! Przestraszyłam się nie na żarty. Przecież ja stałam tutaj. Ktoś musiał się pode mnie podszywać! Ale Ichigo tego nie wie... on myśli, że to ja! Spojrzałam na chłopaka. Starał się zachować kamienną twarz, ale widać było, że słowa mojej sobowtórki bardzo go raniły. Chciałam podbiec do niego i wykrzyczeć, że to nieprawda. Gdy zmierzałam w stronę walczących, druga Rukia zadała ostateczny cios. Tors Ichigo został rozcięty niemalże na pół. Chłopak zaczął spadać w dół. Szaleńczy śmiech dziewczyny wypełnił moją świadomość. Podbiegłam do rannego. Próbowałam coś zrobić, ale on złapał mnie za rękę. 
- Rukia, mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz- szepnął cicho i zamknął oczy.
- NIEEE!!! Ichigo, nie umieraj, błagam cię!- Rukia z krzykiem obudziła się z koszmaru. Była zlana potem, a jej ciało trzęsło się jak oszalałe.
- O, Boże, tylko nie to!- pomyślała.
Zerwała się z łóżka i pobiegła na piętro. Łzy spływały jej po policzkach. Z hukiem otworzyła drzwi do pokoju Ichigo. Wpadła do pomieszczenia i rzuciła się w ramiona zdezorientowanego chłopaka.
- Ichigo... tak bardzo się bałam. To nie moja wina... przecież ja tego nie chciałam... błagam, wybacz mi!- łkała tuląc się do niego.
Ichigo nie miał pojęcia, jak się zachować. Jeszcze wieczorem pokłócili się, a potem nie odzywali się do siebie. Jednak gdy spojrzał na trzęsącą się dziewczynę, od razu przygarnął ją do siebie i przytulił.
- Ciii, nic się nie dzieje. Już w porządku- szepnął.
Rukia jednak odepchnęła go gwałtownie. Otarła opuchnięte od płaczu oczy i krzyknęła:
- Ty nic nie rozumiesz! Ja cię zabiłam... nie chciałam tego, ale to i tak wszystko moja wina!- Rukia znów zaczęła szlochać.
W końcu ukłoniła się nisko i powiedziała:
- Przepraszam cię za to zamieszanie. Mam nadzięję, że mi wybaczysz. Ten sen... ja...
- Rukia!- przerwał jej Ichigo- Uspokój się... proszę.
- Tak, chyba masz rację. Po prostu pójdę do siebie- odparła chłodnym tonem.
Odwóciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi. Nic nie widziała przez zasłonę łez i szła na oślep, przez co nie zauważyła książki leżącej na podłodze. Potknęła się i upadła na ziemię. Nawet nie czuła bólu. W tej chwili była tak rozbita i bezradna. Nawet nie miała już siły, żeby wstać. Ichigo spojrzał na leżącą dziewczynę. Nie wiedział, o co jej chodziło, ale czuł, że naprawdę cierpiała. Pochylił się i delikatnie dotknął jej ramienia. Rukia drżała. Wziął dziewczynę na ręce i szepnął:
- Powinnaś odpocząć, Rukia. Najlepiej będzie, jak zaniosę cię do twojego pokoju.
Otworzył cichutko drzwi i zszedł po schodach. W pokoju Rukii panował rozgardiasz. Kołdra leżała skotłowana na podłodze, prześcieradło było ściągnięte z łóżka. Chłopak ogarnął trochę bałagan. Delikatnie położył dziewczynę i przykrył ją kocem. Wcale nie miał ochoty odchodzić. W tej chwili nie myślał o tym, że jeszcze kilka godzin temu był na nią śmiertelnie obrażony. Pogładził dziewczynę po głowie i wstał. Gdy miał już wychodzić, poczuł nagle dłoń zaciskającą się na jego nadgarstku.
- Ichigo, proszę, zostań tu ze mną- powiedziała Rukia słabym głosem.
Chłopak spojrzał w jej stronę. W spojrzeniu dziewczyny dostrzegł potrzebę bliskości i pocieszenia. Usiadł na brzegu łóżka.
- Powiedz mi, co się stało. Byłaś tak roztrzęsiona, że nie zrozumiałem nic z tego, co mówiłaś.
Rukia opowiedziała mu swój sen. Strasznie to przeżywała. Z jej oczu strugami płynęły łzy. Gdy wreszcie skończyła wtuliła się w Ichigo i powiedziała:
- To wszystko przeze mnie. Jak mogłam zrobić coś takiego? Najstraszniejsze było to, że patrząc na tamtą Rukię jakbym widziała siebie.
- Hej, przestań się zadręczać. Po prostu ostatnio często się kłóciliśmy i widać twoje uczucia znalazły ujście właśnie w tym śnie. Naprawdę nic się nie stało- na twarzy chłopaka zagościł delikatny uśmiech.
- Ale proszę, nie gniewaj się na mnie- chlipnęła dziewczyna.
- Daj spokój, już nawet nie pamiętam, o co chodziło- odparł Ichigo i mocno ją przytulił.
- Zostań ze mną. Ja... potrzebuję cię- wyszeptała Rukia.
- Dobrze. Powinnaś iść spać, bo jesteś zmęczona. Będę czuwał przy tobie aż do rana.
- Nie...- dziewczyna przygryzła wargę.- Połóż się koło mnie.
Ta prośba zdecydowanie zaskoczyła Ichigo. Nie chciał jednak opuszczać dziewczyny w tym stanie. Delikatnie wsunął się pod kołdrę. Nie bardzo wiedział jak się zachować,więc sztywno położył się obok Rukii. Po chwili jednak nie mógł już wytrzymać. Odwrócił się na bok i objął ramieniem kruchą osóbkę. Czuł, że ogarnia go jakiś wewnętrzny spokój.
- Rukia... śpisz?- szepnął cichutko.
- Nie, w sumie to leżę i rozmyślam.
- Wiesz, przez to całe zdarzenie coś sobie uświadomiłem. Rukia ja chciałem... to znaczy...muszę ci powiedzieć...
Dziewczyna cierpliwie czekała. Serce waliło jej tak mocno, jakby chciało wyrwać się z piersi. Wreszcie Ichigo zdobył się na odwagę.
- Kocham cię...- powiedział zduszonym głosem.
Rukia zamarła. To wyznanie całkowicie ją zszokowało. Nawet po tym co mu powiedziała, nawet po tych wszystkich kłótniach i wyzwiskach, którymi go obrzucała... nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Jednak po chwili uświadomiła sobie, że ta chwila to najpiękniejszy moment jej życia. Z oczu dziewczyny popłynęły łzy. Miała ochotę wstać i skakać z radości.
- Rukia, ty płaczesz?
- Tak, ale to łzy szczęścia, wariacie- twarz dziewczyny rozjaśnił uśmiech.- Kocham cię, Ichigo. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo.
Rukia rzuciła się w ramiona chłopaka. Spojrzeli sobie głęboko w oczy i zbliżyli swe twarze. Na początku tylko nieśmiało muskali się wargami, ale po chwili ich pocałunki stały się zachłanne i pełne pożądania. Spleceni w pełnym namiętności uścisku zapomnieli o całym świecie.
           Rukię obudziły promyki słońca wślizgujące się do pokoju. Dziewczyna rozchyliła powieki. Leżała wtulona w nagi, umięśniony tors Ichigo. Było jej tak dobrze, że mogłoby trwać to dla niej wieczność.
- Ichigo... nie opuszczaj mnie już nigdy więcej- szepnęła mu do ucha.
- Głupia! Chcę trzymać cię w ramionach do końca życia.
***
                                                                 




sobota, 4 sierpnia 2012

1. ZBAWIENNA WIZJA (Rangiku x Gin)

Zamieszczam moje pierwsze opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo szczerze mówiąc jest jednym z moich ulubionych. Z pewnością nie jest to arcydzieło, ale i tak mam nadzieję, że umili Wam czas;) Zapraszam do czytania.
***
       Rangiku siedziała pod drzewem i obserwowała spadające liście. Minęły już 3 miesiące od wielkiej bitwy z Aizenem. Życie w Sereitei powoli wracało do normy. Udało się uratować większość rannych, którzy opuszczali szpital. Rangiku westchnęła. Od czasu pokonania Aizena bardzo się zmieniła. Zniknęła gdzieś dawna roześmiana, dowcipna i lubiąca imprezy Matsumoto. Teraz unikała zabaw, starała się przebywać w samotności. Wiele osób martwiło się o nią. Kapitan Hitsugaya starał się ją wspierać, ale nie wiedział, co stało się z jego zastępczynią. I tak naprawdę nikt tego nie wiedział. A Rangiku była zatopiona we wspomnieniach...
"- Gin!- krzyknęłam. "O Boże, czuję, że coś mu się stało. Nie wiem, czemu mnie obezwładnił, ale muszę do niego pójść! Muszę... muszę go uratować!" Nie mogłam się ruszyć, ale w końcu udało mi się uwolnić od zaklęcia. Biegłam ile sił w nogach. Usłyszałam huk. Budynek stojący naprzeciwko mnie legł w gruzach. Zauważyłam Aizena śmiejącego się złowieszczo. "Nie, tylko nie to!" Wśród kamieni dostrzegłam postać ubraną w biały strój, który był zbrukany krwią."O Boże!". Skoczyłam z dachu. Teraz już wyraźnie widziałam twarz mężczyzny. Tę ukochaną twarz... Odgarnęłam gruz i położyłam Gina na bloku skalnym.                                                                                                                    
- Nie, tylko nie to, błagam!- krzyknęłam.    
Teraz nie panowałam już nad sobą. Łzy pociekły mi z oczu. Zaczęłam trząść się i wrzeszczeć. Kątem oka zauważyłam, że Aizen zbliża się w naszą stronę. "Niech nawet mnie zabije! Nie pozwolę, żeby jeszcze zrobił coś Ginowi." Przytuliłam się do mężczyzny i przygotowałam się na śmierć. Jednak Aizen tylko prychnął pogardliwie.
- Jesteś żałosny, Ichimaru Ginie. Brzydzę się tobą. Nie wiem, jak mogłem współpracować z kimś tak słabym. Tacy zdrajcy jak ty powinni zniknąć z powierzchni ziemi. Jestem zmuszony zabić ciebie i twoją... kobietę.
- Nnniee... zostaw ją, ty... skurwielu...- szepnął Gin krztusząc się krwią. Nie mogłam znieść tego widoku. Podniosłam się z ziemi. Chciałam wyjąć katanę, ale w tej chwili zjawił się Ichigo. Złapał Aizena za twarz i oddalili się od nas. W ostatnim momencie uchwyciłam smutne spojrzenie chłopaka skierowane w moją stronę. To wszystko mnie przerastało. Upadłam na ziemię obok Gina i znów zaczęłam szlochać. 
- Rangiku... nie wiem, co mam ci powiedzieć- szepnął.
- Cii... nic nie mów, jesteś wyczerpany- powiedziałam głaszcząc go po policzku.
- Ja... przepraszam. Chciałem sprawić, żebyś już nigdy więcej nie płakała- samotna łza spłynęła mu po twarzy. - Proszę, nie miej o mnie złego zdania, gdy odejdę. 
- Co ty mówisz?! Przecież wyleczę cię i razem wrócimy do Sereitei!- zaczęłam krzyczeć.
- Nie, Ran- chan, ja umieram. Pamiętaj, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Kocham cię... zawsze cię kochałem. Przepraszam za wszystko. Żegnaj, Rangiku...- szepnął Gin i zamknął oczy."
Po policzku kobiety spłynęła łza. Gdy wspominała tę chwilę, nie mogła powstrzymać się od płaczu. Cały czas czuła obecność Gina. Spojrzała na różową szarfę. Nikt nie wiedział, czemu cały czas ją nosiła. To była jej najskrytsza tajemnica. Ten piękny szalik to pierwszy prezent od Gina. Był rzeczą, z którą nigdy się nie rozstawała. Zdjęła szarfę z ramion i zrobiła pętlę. Na tę chwilę była przygotowana. Nie mogła znieść tęsknoty za srebrnowłosym kapitanem, która powoli wyniszczała ją od środka. Zawiązała supeł na drzewie i stanęła na pobliskim głazie. 
- Gin, nareszcie będę mogła znów cię zobaczyć- szepnęła. 
W tej chwili oślepiło ją białe światło. Gdy jej oczy przyzwyczaiły się do jasności, zauważyła majaczącą w oddali postać. Po krótkiej chwili mogła już rozpoznać tę osobę. To był Ichimaru Gin. Podszedł do Matsumoto i zdjął pętlę z jej szyi. 
- Co ty wyprawiasz, Rangiku?- spytał- Jesteś dla mnie najważniejszą osobą. Nie zniósłbym, gdybyś zrobiła sobie coś z mojego powodu. 
Kobieta nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Srebrnowłosy pogładził ją po policzku. 
- Daj spokój, Ran-chan. Naprawdę nie warto. Musisz zacząć nowe życie. Kiedyś na pewno się spotkamy. Pamiętaj, że cały czas będę nad tobą czuwał. Do zobaczenia, Rangiku!- powiedział Gin i pocałował ją w czoło. W tej chwili wszystko zniknęło. Matsumoto stała na trawie, a jej piękny szal leżał na ziemi. Podniosła różową szarfę i ruszyła w stronę zabudowań Sereitei. Uśmiechnęła się. Teraz wiedziała, że wreszcie będzie mogła odzyskać wewnętrzny spokój.
*** 

To dopiero początek;)

Wreszcie jest mój pierwszy post! Jak wiadomo początki zawsze są trudne, a dla mnie chyba w szczególności, ponieważ jest to mój pierwszy blog. Jeszcze się w tym wszystkim gubię, ale myślę, że powoli będę stawać się coraz lepsza (w pisaniu opowiadań i prowadzeniu bloga oczywiście). Nie chcę Was zanudzać, więc powiem tylko tyle: mam nadzieję, że moje prace przypadną Wam do gustu;) Pozdrawiam serdecznie- Kasumi-san.