czwartek, 25 sierpnia 2016

"Happy end"

Bleach się skończył. A właściwie został zakończony w totalnie niezrozumiały dla mnie sposób, który nic nie wyjaśnia. Poza tym prawie wszystkie moje ukochane pairingi nie mają już racji bytu. Czy wy też jesteście tak cholernie sfrustrowani?!

Chyba zacznę znowu pisać, żeby chociaż trochę zrekompensować sobie to załamanie nerwowe >.<

niedziela, 27 stycznia 2013

5. GRZECHY PRZESZŁOŚCI (Hinamori x Hitsugaya)


     Witajcie! Tym razem opowiadanie o Hinamori i Hitsugayi, mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Pewnie jesteście na mnie mocno wkurzeni, że nie dodałam nic od lisopada, ale tak wyszło. Nie będę się tłumaczyć i opowiadać tutaj o moich prywatnych problemach, po prostu z całego serca przepraszam. Liczę, że moja praca się Wam spodoba;) Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania.
                                                                               ***
      - Bankai! Daiguren Hyorinmaru!- krzyk młodego kapitana wypełnił całą jaskinię. Po chwili ze wszystkich stron zaczęły dochodzić dźwięki szczęku katany, przecinania lodowych sopli i wypowiadania inkantacji zaklęć kidou. Hitsugaya ciężko trenował, zapominając o całym świecie. Jego umysłem władał gniew i desperacja, myślał tylko i wyłącznie o tym, żeby stać się silniejszym, na tyle silnym, by ochronić tę osobę, żeby nigdy więcej nie musiała przez niego cierpieć. Nie chciał rozpamiętywać przeszłości, jednak wciąż nie mógł wyrzucić z głowy tego wspomnienia. Nadal targały nim uczucia, od tamtej pory tak niezmienne i przeszywające mu duszę na wskroś, nie pozwalające wrócić do normalnego życia. Poczucie winy, bezradność, desperacja- tak bardzo chciał się ich pozbyć, lecz wiedział, że na razie nie jest to możliwe, że będą mu towarzyszyć przez długi czas. Bardzo pragnął coś zrobić, żeby stłumić te emocje, więc trenował. Chciał zwiększyć swą moc i umiejętności, aby stać się niezwyciężonym. Przy wejściu do jaskini pojawiła się piękna kobieta o rudych włosach sięgających do ramion z opaską porucznika na ręku. Smutnym wzrokiem podążała za swoim kapitanem. Widziała, jak bardzo cierpi, lecz nie potrafiła mu pomóc. Zresztą, sama nie umiała sobie poradzić z własnymi problemami, jej serce umierało z rozpaczy i tęsknoty, jednak starała się tego nie okazywać. Ocknęła się z zamyślenia i zawołała kapitana:
- Taicho, mam bardzo pilną sprawę. Mógłbyś podejść?
Hitsugaya odwołał bankai, otrzepał białe haori i zbliżył się do Rangiku:
- O co chodzi, Matsumoto?- spytał wypranym z emocji głosem.
- Jest pewien problem dotyczący odbudowy jednego z pawilonów naszego oddziału. Mogłam sama się tym zająć, ale to podobno coś ważnego i nie chciałam podejmować decyzji bez ciebie.  
- Dobrze. Pójdę tam i sprawdzę, o co chodzi. A ty zajmij się raportami, które leżą na biurku w moim gabinecie.
- Zrozumiałam.
Rudowłosa oddaliła się, używając shunpo, a Toshiro ruszył powoli w stronę siedziby 10 oddziału. Ostatnio wcale nie chciało mu się wypełniać kapitańskich obowiązków. Dawniej był to jego priorytet- przez swoją sumienność i dokładność potrafił zarywać noce pracując nad raportami i sprawozdaniami. Hitsugaya ujrzał wreszcie znajome twarze Shinigamich z jego oddziału. Odrzucił od siebie wszystkie myśli. Teraz musiał się sprawdzić jako kapitan i dowódca, ten, który pomaga podwładnym, któremu zawierzają oni swoje problemy. Nie mógł zawieść swojego oddziału.
                                                                             ---
   
     Gdy Hitsugaya wszedł do swojego gabinetu, ujrzał siedzącą przy biurku Matsumoto. Zdziwił się trochę, jednak po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że ta sytuacja nie zdarzyła się po raz pierwszy. Kiedyś z pewnością ciężko byłoby mu wyobrazić sobie jego porucznik w pełni skupioną na uzupełnianiu raportów, ale teraz taki widok nie wprawiał go już w zdumienie. Gdy Rangiku zauważyła białowłosego, uśmiechnęła się i spytała:
- No i jak tam, taicho? Udało ci się rozwiązać problem?
- Tak, w zasadzie to nie było nic poważnego. Potrzebowali tylko decyzji w sprawie lokalizacji jednej z sal do treningu kidou. A ty, Matsumoto?Widzę, że zabrałaś się za pracę, aż nie chce mi się w to wierzyć.
- A, tak. Właściwie to nie wiem, co mi odbiło- odparła, drapiąc się po głowie z zakłopotaniem. - Chyba już sobie pójdę. Może chłopaki organizują jakąś imprezkę, to się wkręcę.
Udawała. Hitsugaya od razu to dostrzegł. Jego zastępczyni bardzo się zmieniła, ale nie chciała dać tego po sobie poznać.
- Matsumoto- powiedział, powstrzymując swoją podwładną przed wyjściem z pomieszczenia. - Zostań jeszcze na chwilę.
- Coś się stało?- spytała rudowłosa lekko zdziwiona jego prośbą.
- Usiądź.
Kapitan spojrzał na Rangiku. Na twarzy kobiety dostrzegł zmęczenie i smutek, który starała się zamaskować niezbyt przekonującym uśmiechem.
- Co się z tobą dzieje? Ostatnio dziwnie się zachowujesz.
- Nie, to nic takiego. Chyba za dużo imprezuję i...
-Skończ już kłamać. Przecież widzę, że coś cię martwi. Nie śpisz po nocach, pracujesz, izolujesz się od świata. Innych możesz oszukiwać, ale ze mną ci się nie uda. Zbyt dobrze cię znam.
- A co ty niby o mnie wiesz?! Nie masz pojęcia, co teraz czuję. Sam nie potrafisz sobie poradzić ze swoimi uczuciami, więc daj mi spokój!
Hitsugayę zamurowało po tym, co w twarz wykrzyczała mu rudowłosa. Nie zdawał sobie sprawy, że dusiła w sobie aż tak wielki gniew.
- Przepraszam, nie będę już więcej pytał. Po prostu się martwiłem.
Rangiku ukryła twarz w dłoniach i drżącym głosem powiedziała:
- Ja... po prostu już sobie z tym nie radzę.
Kapitan stanął za nią i położył dłonie na trzęsących się ramionach kobiety. Zastanawiał się, jak wielkie musiało być uczucie, którym darzyła byłego kapitana trzeciego oddziału. Sam nigdy nie utrzymywał z nim dobrych stosunków, wręcz przeciwnie. Ale więź, która łączyła go z Matsumoto była niezwykle silna, tak, że nawet teraz jego zastępczyni nie mogła się pozbierać i zacząć nowego życia.
- Nawet nie wiesz, jak dobrze cię rozumiem.
Matsumoto otarła spływające łzy i spojrzała na Hitsugayę.
- Dziękuję, kapitanie. Pójdę już.
Zamknęła drzwi, zostawiając Toshiro sam na sam z jego myślami. Kapitan usiadł za biurkiem i zaczął wypełniać raporty, które po części zrobiła Rangiku, jednak nie mógł się skupić. Strasznie bolała go głowa i czuł się potwornie zmęczony. Pierwsza myśl, która mu się nasunęła była taka, że w tym momencie najchętniej poszedłby spać. Odgonił ją jednak od siebie, bo wiedział, że nie uda mu się zasnąć. Postanowił trochę się przewietrzyć i pójść na spacer. Rozsunął drzwi od gabinetu i wyszedł na zewnątrz. W Sereitei była piękna noc. Powiewał wiosenny wietrzyk, panowała kojąca cisza, a niebo było bezchmurne i rozgwieżdżone. Kapitan wziął głęboki oddech i ruszył przed siebie. Szedł powoli rozmyślając nad swoim życiem i zastanawiając się nad swoją przyszłością. Po pewnym czasie poczuł się znużony, więc wskoczył na dach najbliższego budynku, aby chwilę odpocząć. Dopiero teraz dostrzegł, jakie piękne jest nocne niebo. Gdy tak siedział w samotności poczuł, jak bardzo brakuje mu Hinamori. Chciał, żeby była teraz przy nim, pragnął jedynie jej obecności, nic więcej. Od dłuższego czasu starał się pogodzić z tym, że już nie będzie tak jak dawniej, że ona już nigdy mu nie zaufa, że nie będzie go uważała za kogoś bliskiego, ale nie potrafił. Z drugiej strony nie zrobił nic, aby ją odzyskać. Cały czas leżała w szpitalu, a on odwiedzał ją tylko wtedy, gdy spała. Nigdy nie zdobył się na odwagę, aby szczerze z nią porozmawiać i wyznać wszystko, co go dręczyło. I przeprosić. Nie, on był po prostu tchórzem. Teraz, gdy pomyślał tak o sobie wprost, poczuł się jakoś lepiej. Jego powieki zaczęły robić się coraz cięższe, aż wreszcie młody kapitan usnął wyczerpany na dachu. Jednak drzemka nie przyniosła mu ukojenia i upragnionego odpoczynku. Znowu dręczył koszmar, ten sam, który nie pozwalał mu usnąć już od dłuższego czasu. Walka. Złość. Satysfakcja. Szok. Bezradność. Ból. Rozpacz.
- NIEEE!- krzyknął, budząc się gwałtownie ze snu.
Jego ciało trzęsło się, w dodatku cały zlany był zimnym potem. Popełnił błąd, zasypiając, mógł przecież spodziewać się, że właśnie tak się to skończy. Niebo nie było tak ciemne, jak wcześniej, nieśmiałe promyki słońca już powoli wyślizgiwały się ponad linię horyzontu. Otarł czoło i zdał sobie sprawę z czyjejś obecności. Dopiero teraz zorientował się, że ktoś go obserwuje.
- Wszystko w porządku, Shiro-chan?
Na chwilę serce przestało mu bić. Doskonale znał ten głos, tak subtelny i niewinny, ale nie mógł uwierzyć. Odwrócił się, aby zyskać pewność, ale i tak wiedział, kogo zobaczy. Siedziała parę kroków za nim i wpatrywała się w niego uważnym wzrokiem.
- Wszystko w porządku?- ponowiła pytanie.
Kapitan dopiero teraz otrząsnął się ze zdziwienia.
- Nnie... znaczy tak...- zaczął się plątać.- Ja... muszę już iść- wydusił z siebie wstając pospiesznie i nerwowo otrzepując wymięte kapitańskie haori.
Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem zaczął się oddalać. Stanął jak wryty, gdy znów usłyszał delikatny głosik Hinamori.
- Shiro- chan... chciałabym z tobą porozmawiać.
Dopiero po tych słowach zdał sobie sprawę, jaki jest beznadziejny. Prawie zmarnował idealną okazję, aby wszystko jej wyjaśnić. Stchórzył. Kolejny raz. Hinamori, ta delikatna, nieśmiała dziewczyna okazała się odważniejsza od niego. Brzydził się samym sobą. Odwrócił się i spojrzał na przyjaciółkę. Od razu zauważył, że bardzo się denerwuje, chociaż starała się to ukryć. Usiadł obok dziewczyny i popatrzył na horyzont. Nigdy nie zwrócił uwagi na to , jak wygląda wschód słońca w Sereitei. Dopiero teraz podziwiając różnobarwne niebo, zorientował się, ile tracił.
- Jest cudowny, prawda?- spytała Hinamori, wyrywając go z zamyślenia.
- Tak.
Siedzieli tak jeszcze dłuższą chwilę rozkoszując się widokiem wschodzącego słońca. Hitsugaya pomyślał, że gdyby nie powód, dla którego się tu znajdował, mógłby uznać ten moment za najszczęśliwszy w jego życiu. Kapitan odrzucił na bok strach i postanowił, że sam zacznie rozmowę. Chciał mieć to wszystko jak najszybciej za sobą.
- Wtedy, podczas walki z Aizenem... czułem, że to wszystko może się udać. Atakowałem z ogromną pasją, jakaś wewnętrzna moc pchała mnie do przodu... nie wiem, może to pragnienie zemsty? Gdy myśleliśmy, że wygraliśmy, odczułem ogromną satysfakcję i ulgę, że to już koniec. Jednak to nie trwało długo. Zorientowałem się, że tak naprawdę wciąż byłem pod wpływem iluzji Aizena.
Hitsugaya przerwał na chwilę, ta rozmowa sprawiała mu ogromny ból. Łzy spływały mu po policzkach, ale nie chciał ich ocierać, miał nadzieję, że złagodzą nieco jego poczucie winy. Hinamori patrzyła na przyjaciela, ale nie odzywała się. Wiedziała, że teraz toczy wewnętrzną walkę z samym sobą.
- Wtedy zauważyłem, że osobą, którą przebiłem mieczem, nie jest Aizen, tylko... tylko ty, Hinamori. Nie pamiętam nawet dalszych losów bitwy. W głowie wciąż dźwięczały mi twoje słowa: "Shiro-chan...", czułem tę obezwładniającą bezradność i poczucie winy. Nic nie mogłem zrobić. Dlaczego? DLACZEGO, DO CHOLERY?!
Teraz kapitan nie panował już nad emocjami. Zawsze spokojny i opanowany, teraz po prostu chciał raz na zawsze to wszystko z siebie wyrzucić. Może to był sposób, aby przestał się zadręczać i poczuł się choć trochę lepiej. Hinamori miała ochotę uspokoić i pocieszyć przyjaciela, ale powstrzymała się. Czekała, aż skończy całą swoją opowieść. Białowłosy wziął głęboki oddech i spokojnym już głosem kontynuował:
- Po tym, co się stało nawet nie byłem w stanie zdobyć się na odwagę i przeprosić cię za wszystko. Odwiedzałem cię w szpitalu, gdy byłaś nieprzytomna, a potem gdy spałaś. Jestem żałosny. Prawie zabiłem najbliższą mi osobę i nawet nie potrafię spojrzeć jej w oczy. Wiesz, jedyną rzeczą, której teraz pragnę, to przeprosić cię za to wszystko. Nie liczę, że mi wybaczysz, takich rzeczy się nie zapomina.
Odwrócił się w stronę dziewczyny i ze spuszczonym wzrokiem szepnął:
- Przepraszam, Hinamori.
Serce waliło mu jak oszalałe. Czuł ogromną ulgę, że nareszcie powiedział to, co ciążyło mu na duszy od miesięcy.
- Shiro- chan, spójrz mi w oczy.
Hitsugaya powoli podniósł wzrok i mimo łez, które przesłaniały mu widok, zauważył, jak smutna jest jego przyjaciółka.
- Ja... nie mam do ciebie żalu. Przemyślałam wiele spraw leżąc w szpitalu. Aizen-sama... był dla mnie bardzo ważną osobą. Zawsze go podziwiałam, traktował mnie jak ojciec, z ogromną dobrocią i łagodnością. Gdy okazało się, że... że jest zdrajcą, nie chciałam tego przyjąć do wiadomości. Obwiniałam wszystkich dookoła, nawet ciebie. Byłam strasznie naiwna, wiem. Shiro-chan, ja także powinnam za coś cię przeprosić. Wtedy, gdy przeczytałam list od kapitana, byłam skołowana. Nie wiem, jak mogłam pomyśleć, że to ty go zabiłeś, ale nie kierowałam się wtedy logiką, tylko uczuciami, a przede wszystkim chęcią zemsty za mojego dowódcę. Ja... wyciągnęłam miecz przeciw tobie, w pełni świadoma, że to ty. Atakowałam, choć w głębi serca nie chciałam cię zranić. Przepraszam, że całą winę zrzucałam na ciebie i za to, co spotkało cię z mojej winy. A co do twojej walki z Aizenem-sama, to nie masz mnie za co przepraszać. Działałeś pod wpływem iluzji, więc to nie była twoja wina.
Hitsugaya nie spodziewał się, że ta rozmowa przybierze taki obrót. Zszokowało go to, co powiedziała Hinamori. Nigdy nie winił jej za to, że wtedy go zaatakowała. Miała słabą psychikę, a rzekoma śmierć Aizena doprowadziła ją na granicę szaleństwa. Z jednej strony nie dziwił jej się, że to zrobiła, zemsta była czymś, co z pewnością ukoiłoby trochę jej ból, ale z drugiej strony było mu trochę przykro. Jednak potem nie myślał już o tym. Jego głowę zaprzątało tylko i wyłącznie jedno wspomnienie- to, w którym przebija swoją przyjaciółkę mieczem na wskroś. Toshiro odwrócił się od dziewczyny i w zamyśleniu spojrzał przed siebie. Tyle rzeczy kłębiło mu się w głowie, potrzebował czasu, aby wszystko w spokoju sobie poukładać. Po długiej chwili milczenia zwrócił się do czarnowłosej:
- Hinamori, muszę przemyśleć wiele spraw. Po tym wszystkim co się stało, nic nie jest już takie samo. My... zmieniliśmy się i zmieniło się to, co kiedyś nas łączyło. Oboje zawiniliśmy. Więź między nami nie jest już taka jak dawniej.
Do jego uszu dobiegł dźwięk cichutkiego łkania. Po chwili dziewczyna puściła wodze emocjom i wybuchnęła głośnym płaczem.
- Shiro- chan... nie zostawiaj mnie. Ja... ja straciłam już jedną ważną dla mnie osobę, a teraz ty chcesz mnie opuścić. Proszę, wybacz mi, ja nie mam ci niczego za złe. Nie chcę więcej żyć tym, co już minęło. Pragnę zacząć wszystko od początku. Shiro- chan, nie chcę cię stracić!
Toshiro nie mógł patrzeć, jak cierpi jego przyjaciółka. Zapomniał o wszystkich zmartwieniach, które trawiły jego duszę, po prostu przysunął się do Hinamori i delikatnie objął ją ramieniem. Dziewczyna wtuliła się w kapitana i siedzieli tak pochłonięci tylko sobą. Ona płakała wyrzucając z siebie tak długo tłumione w sercu uczucia, a on starał się ją pocieszyć najlepiej jak potrafił.
- Hinamori, cokolwiek się stanie, nie zostawię cię. Będę cię chronił nawet za cenę własnego życia- powiedział i złożył delikatny pocałunek na czole dziewczyny.
      Hitsugaya zdawał sobie sprawę, że nie będzie łatwo odbudować tę więź, ale pragnął tego całą swoją duszą. Zastanawiał się, jakie przeszkody postawi przed nimi los, ale był pewien, że nie dopuści, by cokolwiek ich rozdzieliło.
                                                                               *** 


sobota, 10 listopada 2012

4. SZCZĘŚCIE W ZASIĘGU RĘKI cz.3 (Rukia x Ichigo)

       Na początku chciałabym przeprosić, że wcześniej nie dodałam rozdziału, ale byłam tak zabiegana, że nie miałam czasu myśleć o tym blogu. Na szczęście to opowiadanie napisałam już jakiś czas temu, więc musiałam tylko poprawić błędy i zmienić zakończenie. To już ostatnia część tej historii, mam nadzieję, że Wam się spodoba. Na zakończenie chcę jeszcze podziękować wszystkim, którzy czytają tego bloga, a przede wszystkim tym, którzy komentują, bo to dla mnie bardzo wiele znaczy. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania- Kasumi-san.
***
        Przez tydzień nie byłam na lekcjach. Wielkimi krokami zbliżały się Dni Otwarte naszej szkoły, a co za tym idzie także przedstawienie. Zastanawiałam się, czy przyjść na ten spektakl. "Cała klasa pewnie martwi się o mnie. Poza tym, wychowawczyni pewnie się wkurzy, jeśli ktoś z klasy nie przyjdzie i nie usprawiedliwi tego." W końcu nadszedł dzień występu. Wstałam rano i powoli zaczęłam przygotowywać się do wyjścia. Czas mijał mi bardzo szybko. Wciąż oszukiwałam się i udawałam, że wcale nie boję się spotkania z Ichigo. Miałam nadzieję, że w tym całym zamieszaniu nie będę musiała z nim rozmawiać. Ostatni raz spojrzałam w lustro i wyszłam z domu. Spojrzałam na zegarek. Była 18:30, a przedstawienie miało rozpocząć się o 20:00, więc miałam jeszcze dużo czasu. "Bez sensu byłoby teraz wracać. Może pomogę innym przy dekoracji, albo przy zakładaniu kostiumów. Chociaż do tego się przydam." Gdy weszłam na salę gimnastyczną było tam już kilka osób i nauczycielka, która z wielkim przejęciem kierowała wszystkimi. Po chwili usłyszałam głosy:
- Rukia, nareszcie wróciłaś!
- Miło cię widzieć, Kuchiki-san.
- Gdzie ty się tyle podziewałaś?
- Chodź, pomóż nam z dekoracją!
Szczerze mówiąc, brakowało mi tego. Chyba nie jestem typem prawdziwej samotniczki. Już chciałam podejść do kolegów, kiedy zawołała mnie nauczycielka:
- Co to ma znaczyć, Kuchiki? Nie ma cię tydzień przed przedstawieniem i nawet nie raczysz zadzwonić i powiedzieć, czy wszystko w porządku!
- Po prostu nie czułam się najlepiej, pani profesor- powiedziałam.
- Masz szczęście, że nie grasz żadnej roli. A teraz, do roboty!
Bardzo szybko uporaliśmy się z dekoracją, która prezentowała się naprawdę efektownie. Na salę zaczęło schodzić się coraz więcej osób. W końcu zauważyłam także Ichigo. Od razu dostrzegł mnie wśród innych, podszedł i zaczął się dopytywać:
- Boże, Rukia! Tak się martwiłem, że coś ci się stało! Co się z tobą dzieje? Gdzie byłaś przez cały tydzień? Powiedz mi pro...
Salę wypełnił przeraźliwy krzyk nauczycielki.
- Jak to cię nie będzie?! Przecież grasz główną rolę! Nie obchodzi mnie, że nie możesz wstać z łóżka! Przez ciebie cała nasza praca pójdzie na marne! Jesteś bardzo nieodpowiedzialna, Inoue. Żegnam!
Wszyscy spojrzeli po sobie, bo nie byli pewni, co się stało. W końcu nauczycielka rozwiała nasze wątpliwości.
- Słuchajcie...chyba musimy odwołać nasze przedstawienie. Orihime zadzwoniła przed chwilą i powiedziała, że jej nie będzie, bo jest bardzo chora. Wszystko na marne!
Nie wiedzieliśmy, jak się zachować. Jedni zaczęli pakować swoje rzeczy, inni po prostu stali w miejscu, czekając na jakąś decyzję.
- Mam! - krzyknęła nagle wychowawczyni. - Kuchiki, ty jesteś przecież dublerką Inoue. W sumie wcisnęłam ci tę rolę z braku lepszego pomysłu, ale teraz mogłabyś się przydać. Nauczyłaś się kwestii Julii?- spytała z nadzieją w oczach.
- No... w zasadzie to tak, ale nie wiem, czy sobie poradzę, pani profesor. Przecież nie byłam na żadnej próbie i...
- Przestań gadać bzdury! Spektakl musi się odbyć. Nieważne czy z Inoue, czy bez niej.
Serce zaczęło mi mocniej bić w piersi. Te słowa oznaczały, że ja i Ichigo będziemy razem grali główne role.
- Kurosaki! Weź Kuchiki ze sobą i pójdźcie przećwiczyć wspólne sceny. No już, ruszcie się!- krzyknęła nauczycielka i wypchnęła nas oboje na korytarz.
"Cholera! Teraz jestem z nim sam na sam. Jak mam się zachowywać?"
- Więc, Rukia... może wytłumaczysz mi to twoje zniknięcie? Wiesz, bardzo się martwiłem...
- O nic nie pytaj, bo i tak ci nie odpowiem, kretynie. Po prostu przećwiczmy te sceny i wracajmy na salę- odparłam lodowatym głosem.
Próba wyszła nam bardzo dobrze. Szybko załapałam o co chodzi i popisywałam się przed Ichigo swoimi umiejętnościami aktorskimi. Gdy dotarliśmy do sceny pocałunku, Kurosaki kompletnie nie wiedział, jak się zachować.
- Dobra, dalej powinno już pójść gładko.Wracajmy na salę, bo nie zdążymy się przebrać.
Zostawiłam osłupiałego chłopaka na korytarzu. Natychmiast pobiegła do mnie wychowawczyni. Powiedziałam, że wszystko gra i spokojnie mogę wystąpić. Przebrałam się w kostium Julii, zrobiłam makijaż i spokojnie czekałam za kulisami. Gdy inni mnie ujrzeli, z niedowierzaniem kręcili głowami, a Ichigo wyglądał, jakby zobaczył mnie po raz pierwszy. W końcu zaczęło się przedstawienie. Miałam lekką tremę, ale gdy wyszłam na scenę, nie byłam już Kuchiki Rukią, ale Julią Kapulet. Wszystko szło doskonale. Żaden z aktorów nie pomylił tekstu. Wreszcie nadeszło to, czego bałam się najbardziej- scena pocałunku. Powiedziałam swoją kwestię najlepiej, jak potrafiłam i czekałam w napięciu. "Ciekawe, co zrobi Ichigo? Przecież nie pocałuje mnie, skoro ma już dziewczynę..." Otrząsnęłam się z rozmyślania, bo Ichigo właśnie skończył mówić. Podszedł do mnie i krzyknął: "Kocham cię!", po czym zbliżył swą twarz do mojej i szepnął:
- Kocham cię, Rukia. Nieważne, co się stanie, zawsze będę cię kochał, choć wiem, że tego nie odwzajemniasz.
Wziął mnie na ręce i złożył na mych ustach namiętny pocałunek. Cała widownia zaczęła klaskać i wiwatować. Ichigo zszedł ze sceny trzymając mnie w ramionach. Byłam oszołomiona i stałam jak słup soli, choć nauczycielka ściskała mnie i obejmowała płacząc z radości. Wszyscy gratulowali mi udanego występu. Po dłuższej chwili uświadomiłam sobie, co się właśnie stało. Ichigo wyznał mi miłość. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść i znaleźć się sam na sam z pomarańczowowłosym. Nigdzie nie było widać jego sylwetki. Wybiegłam ze szkoły i ruszyłam przed siebie. W końcu zauważyłam go siedzącego na ławce. Podeszłam bliżej i przycupnęłam obok niego. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, ale w końcu Ichigo powiedział do mnie:
- Chyba muszę ci coś wyjaśnić, Rukia.
Kiwnęłam tylko głową dając mu znak, żeby kontynuował.
- Wiesz, to, co powiedziałem ci na przedstawieniu to prawda. Nie wiem, kiedy to się zaczęło, zawsze traktowałem cię jak przyjaciółkę, ale teraz czuję, że to coś więcej.
Po tych słowach serce zaczęło mi mocniej bić, tak jak wtedy, gdy pocałował mnie na spektaklu. Jednak wciąż miałam wątpliwości.
- Ichigo, chciałabym się o coś zapytać, zanim skończysz. Wyznałeś mi miłość, ale przecież ty jesteś z Inoue. O co w tym wszystkim chodzi?
Ichigo spojrzał na mnie ze zdziwieniem w oczach.
- Co? Jak to z Inoue? Chyba coś ci się pomieszało.
- Przecież sama słyszałam, jak mówisz jej, że ją kochasz!- krzyknęłam powoli tracąc panowanie nad uczuciami.
- Oszalałaś, Rukia? Nigdy żadnej dziewczynie oprócz ciebie nie wyznałem miłości.
- Tak? A wtedy, gdy Orihime była u ciebie w domu? Cały czas słyszałam jak chichoczecie, a wreszcie ty powiedziałeś, że ją kochasz. Nie wiem, w co ty pogrywasz, ale nie zamierzam się w to bawić. Cześć!
Byłam już na niego mocno wkurzona, więc wstałam z ławki, chcąc wrócić do domu, jednak Ichigo zatrzymał mnie chwytając mój nadgarstek.
- Może pozwolisz mi się chociaż wytłumaczyć?- zapytał.
Usiadłam z powrotem obok chłopaka i spojrzałam na niego niechętnym wzrokiem. Ichigo obdarzył mnie pełnym politowania uśmiechem i pogłaskał mnie po głowie.
- Wydajesz się być taka dojrzała, a zachowujesz się głupiutko jak mała dziewczynka. Wtedy, gdy Orihime u mnie była, po prostu ćwiczyliśmy role do przedstawienia. Przypomnij sobie, czy Romeo nie wyznaje Julii miłości?
Pomyślałam nad tym przez chwilę i nie mogłam uwierzyć, że nie domyśliłam się, o co chodziło. Jednak poczułam ulgę, że Ichigo nie kłamał. Przysunęłam się do chłopaka i delikatnie pocałowałam go w usta.
- A to...?- spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Po prostu chciałam ci powiedzieć, że cię kocham- powiedziałam oblewając się rumieńcem.
Ichigo uśmiechnął się i jeszcze raz mnie pocałował.
- Mam nadzieję, że to nie jest sen. Właśnie spełniło się moje największe marzenie.
Wtuliłam się w Ichigo, a on objął mnie ramieniem i gładził moje włosy. W pewnym momencie chłopak wybuchnął głośnym śmiechem.
- Hej, o co ci chodzi?- spytałam zdziwiona.
- Panno Kapulet, może zaprowadzę cię do szkoły, abyś założyła jakieś bardziej cywilizowane ubrania?
- Ach, Romeo, czy mógłbyś zanieść swą ukochaną, bo jest bardzo zmęczona?- ziewnęłam z teatralną przesadą.
Nie zdążyłam się zorientować, co się stało, a już Ichigo niósł mnie na rękach do szkoły. Na szczęście nauczycielka była jeszcze w sali.
- No, Kuchiki, mało brakowało, a oddałabym twoje ubrania do wypożyczalni. Szybko, przebieraj się i wracajcie do domu.
W mgnieniu oka zmieniłam strój i wyszliśmy z Ichigo ze szkoły. Wracaliśmy do domu powolnym krokiem i napawaliśmy się swoją obecnością nie widząc świata poza sobą. A była to jasna, księżycowa noc...
***

piątek, 26 października 2012

4. SZCZĘŚCIE W ZASIĘGU RĘKI cz.2 (Rukia x Ichigo)


Oto i druga część mojego opowiadania! Nie będę się rozpisywać, więc po prostu zapraszam do czytania;)      
***
            Przez następne dni starałam się unikać Ichigo. Prawie wcale nie rozmawialiśmy. Przestałam też wracać z nim do domu. Czułam się taka samotna. Po lekcjach szłam do parku i tam spędzałam całe godziny. Zaczęłam też uczyć się swojej roli do przedstawienia. Pomagało mi to przestać rozmyślać nad własnym życiem. Po paru dniach cały tekst umiałam już na pamięć. Tymczasem w szkole panowało coraz większe poruszenie. Głównym klasowym tematem był oczywiście spektakl. Wszyscy rozmawiali o muzyce, dekoracjach, kostiumach. Najczęstszym tematem plotek byli jednak Inoue i Ichigo. Okazało się, że w scenariuszu, który wręczyła im nauczycielka, była także scena pocałunku. Uczniowie snuli domysły, jak będzie ona wyglądać. Wydawało mi się wtedy, że ten fragment zostanie pominięty, ale byłam w błędzie. Na jednej z lekcji wychowawczyni oznajmiła, że ta scena jest niezbędna do tego, aby przedstawienie się udało, a pocałunek będzie najważniejszym elementem spektaklu.
- Będziecie musieli się przemóc. Mam nadzieję, że wyjdzie to naturalnie. Powinniście pokazać jak najwięcej uczuć. I naprawdę, nie krępujcie się. To tylko aktorski pocałunek, więc nie bierzcie tego do siebie- powiedziała nauczycielka do Ichigo i Inoue.
"Taa... aktorski pocałunek. Orihime i tak będzie wyobrażać sobie nie wiadomo co. Ichigo pewnie w to graj. Przecież to taka ładna dziewczyna"- pomyślałam. Po chwili jednak zreflektowałam się. Dlaczego tak mnie to denerwowało? Przecież nie powinnam mieć z tym problemu, a jednak czułam dziwny ból w sercu.
           Mijał dzień za dniem i wszystko coraz bardziej nabierało kolorów. Przygotowane było większość dekoracji, muzyka i część kostiumów. Niezbyt się tym wszystkim przejmowałam, bo tak naprawdę nie pełniłam żadnej funkcji w tym przedsięwzięciu. Wprawdzie znałam całą rolę Julii, ale nie byłam nią ja, lecz Inoue. Mimo to, w samotności lubiłam ćwiczyć sobie jej kwestie. Chodziłam po lekcjach do parku i tam siedziałam całymi godzinami. Jednego dnia całkowicie straciłam poczucie czasu. Gdy wracałam do domu, było już ciemno. Po cichu otworzyłam drzwi i weszłam do środka, bo nie byłam pewna, czy nie obudzę rodziny Kurosakiego. Gdy zmierzałam w stronę swojego pokoju, moją uwagę zwróciły głosy, które dobiegały z pokoju Ichigo. Podeszłam do drzwi."Wiem, że to nieładnie podsłuchiwać, ale zżera mnie ciekawość." Teraz wiedziałam, że chłopak siedzi tam z Inoue. Spojrzałam na zegarek. Była 23:20. "Co oni robią o tej porze?".Starałam się wychwycić, o czym rozmawiają, ale co chwila wybuchali śmiechem, co nie ułatwiało mi zadania. W pewnym momencie zapanowała cisza. Już miałam odchodzić, bo myślałam, że Orihime wraca do domu. Jednak usłyszałam coś jeszcze. Ichigo zaczął cicho mówić, a po chwili krzyknął: "Kocham cię!". Odskoczyłam od drzwi jak poparzona. Bardzo mnie to zabolało. Nie panowałam nad emocjami i z płaczem pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i wtuliłam twarz w poduszkę. "Jak on mógł wyznać miłość Inoue?! Ona nie będzie potrafiła docenić tego uczucia!". Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Targało mną mnóstwo uczuć. Po chwili zastanowienia, wreszcie coś sobie uświadomiłam. "Nie, to niemożliwe... Jestem zakochana?". Pomyślałam o Ichigo. Na jego widok reagowałam ostatnio zupełnie inaczej niż zawsze. Poza tym, gdy wyznał miłość Inoue, poczułam, jakby ktoś wbił sztylet w moje serce. "To i tak niczego nie zmienia. Ichigo ma teraz dziewczynę, a ja pozostanę dla niego tylko przyjaciółką." Usnęłam ze łzami w oczach myśląc o pomarańczowowłosym chłopaku.
Nazajutrz czułam się bardzo źle. Miałam oczy czerwone od płaczu i potwornie bolała mnie głowa. Wcale nie chciało mi się iść do szkoły. W dodatku nie miałam ochoty słuchać, jak ta przeklęta Inoue chwali się na prawo i lewo, że właśnie zaczęła chodzić z Ichigo. W końcu jednak przemogłam się i postanowiłam nie opuszczać zajęć tego dnia. Miałam już zbyt dużo nieobecności na swoim koncie. Gdy wyszłam z domu, wiedziałam, że mocno się spóźnię. Do klasy weszłam w połowie lekcji. Wszyscy dziwnie na mnie spojrzeli. "No tak, mogłam się tego spodziewać. Wyglądam jak siedem nieszczęść z tymi potarganymi włosami i worami pod oczami." Nauczycielka powiedziała, żebym usiadła w ławce i przyszła do niej po lekcji. Cały czas czułam na sobie spojrzenie Ichigo, jednak nie odwróciłam się. Nie chciałam pokazywać, że coś się stało. Po lekcji dostałam od nauczycielki reprymendę, bo coraz częściej zdarzało mi się spóźniać. Po zajęciach miała odbyć się próba przedstawienia. W sumie mogłam na nią nie iść, bo nie grałam żadnej roli, jednak byłam bardzo ciekawa, jak wychodzi Inoue i Ichigo wcielanie się w Julię i Romea. Próba szła całkiem nieźle, jednak niektórzy nie do końca znali jeszcze swoje role. A szczególnie główni bohaterowie, którzy często musieli zaglądać w tekst scenariusza. Od czasu do czasu podpowiadałam Inoue fragment roli. "Niech wie, że wcale nie jest niezastąpiona." Kątem oka zauważyłam, że Ichigo często zerka w moją stronę. Starałam się nie zwracać na to uwagi, ale dziwiło mnie to. "Przecież on jest teraz z Inoue. Powinien być zapatrzony teraz w swoją księżniczkę i jak najlepiej odgrywać rolę. No cóż, może martwi się moim porannym spóźnieniem?" W końcu nadeszła wyczekiwana przez wszystkich scena pocałunku. Aktorzy powiedzieli swoje kwestie i teraz nie wiedzieli za bardzo jak się zachować. Spojrzeli na siebie z zakłopotaniem i stali w miejscu czerwieniąc się po uszy. "O co tu chodzi? Przecież są parą, nie powinni mieć problemu z jednym całusem. Może wstydzą się nauczycielki? Sama już nie wiem..." Z rozmyślań wyrwał mnie głos wychowawczyni:
- No, co jest, Ichigo? W tym miejscu całujesz Inoue w usta. Nie doczytałeś tego w scenariuszu?
Po tych słowach oboje zaczęli się wzbraniać i plątać w wyjaśnieniach. Pytali, czy nie może być w policzek, albo w czoło. "O matko, co za dziecinada. Przecież i tak wszyscy niedługo dowiedzą się, że są razem. Niech się wreszcie pocałują i będzie święty spokój." Tak naprawdę wcale nie chciałam, aby to się wydarzyło. W moim sercu wciąż tliła się iskierka nadziei. Usłyszałam krzyk nauczycielki, która była już mocno zdenerwowana:
- Przecież nie jesteście już w podstawówce! To przedstawienie ma wyjść naprawdę poważnie, a bez pocałunku wszystko pójdzie na marne!
Inoue zbliżyła się do Ichigo, stanęła na palcach i pocałowała go w usta. Nauczycielka uśmiechnęła się i zaczęła bić brawo. Po chwili dołączyli do niej również uczniowie. To było już ponad moje siły. Wstałam szybko i popatrzyłam na Ichigo. Poczułam, że w moich oczach zbierają się łzy. Tylko na moment uchwyciłam spojrzenie chłopaka. Złapałam torbę i wybiegłam z płaczem ze szkoły. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, więc poszłam do parku. Usiadłam na swojej ulubionej ławce i zaniosłam się głośnym płaczem. Ludzie przechodzący obok mnie patrzyli się dziwnie, a niektórzy pytali, czy wszystko w porządku. Zaczęło się ściemniać. Nie chciałam wracać do domu Ichigo. Gdybym tylko go zobaczyła, od razu serce pękłoby mi na pół. Nie za bardzo miałam gdzie pójść, więc postanowiłam zatrzymać się w sklepie Urahary:
- Ohayo, Kuchiki-san! Czy przyszłaś kupić któryś z moich niezwykłych towarów?- spytał z uśmiechem Kisuke.
- Nie, nie tym razem. Mam do ciebie prośbę. Chciałabym zatrzymać się tutaj przez kilka dni.
Uśmiech zniknął z twarzy sklepikarza.
- Oczywiście, Rukia-san. U mnie możesz zostać zawsze, kiedy tylko zechcesz. Ale... chyba coś się stało, prawda? Śmiało, wejdź do środka.
Urahara zaparzył nam herbaty i porozmawialiśmy trochę. Widziałam po nim, że bardzo się o mnie martwi, ale nie pytał o nic. Byłam mu za to wdzięczna, bo w tamtej chwili nie miałam ochoty nikomu mówić tym, co trapiło moją duszę. Poczułam się senna, więc spytałam się, czy mogę pójść odpocząć. Kapelusznik zaprowadził mnie do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. "Całe moje życie nie ma sensu. Zawsze tylko plątam się komuś pod nogami i stwarzam same problemy. Jestem beznadziejna..." Ta noc trwała dla mnie bardzo długo. Starałam się zasnąć, ale wciąż miałam przed oczami Inoue, która całuje się z Kurosakim. Nigdy w życiu nie czułam się tak samotna, jak właśnie tamtej nocy. W końcu nadszedł upragniony ranek. Uznałam, że nie pójdę do szkoły, bo i tak pewnie uciekłabym po pierwszej lekcji. Nie byłam w stanie spojrzeć Ichigo w oczy. Jeszcze nie wtedy.

Ciąg dalszy nastąpi...



niedziela, 21 października 2012

4. SZCZĘŚCIE W ZASIĘGU RĘKI cz.1 (Rukia x Ichigo)

       Wstawiam kolejne opowiadanie o miłosnych przygodach Rukii i Ichigo. Nie wiem dlaczego, ale bardzo upodobałam sobie tę parę;) Tym razem akcja rozgrywa się w świecie ludzi. Podzieliłam moją pracę na 3 części, bo na jeden raz byłaby chyba trochę za długa. Mam nadzieję, że opowiadanie przypadnie Wam do gustu. Liczę na liczne komentarze! Pozdrawiam- Kasumi-san.

***
         - Mmm... proszę, jeszcze chwilkę- mruknęłam, słysząc dobrze sobie znany i znienawidzony dźwięk budzika.  Z trudem otworzyłam sklejone powieki. Na zegarku widniała godzina 6:30. Ziewnęłam przeciągle i zwlokłam się z łóżka. Zarzuciłam szlafrok na ramiona i poczłapałam w stronę łazienki. Nacisnęłam klamkę, ale drzwi były zamknięte. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że łazienka jest zajęta. Zaczęły docierać do mnie różne dźwięki: szum wody i czyjeś śpiewanie pod prysznicem. Chociaż trudno to było nazwać śpiewaniem- ktoś po prostu wydzierał się wniebogłosy.
- Ichigo! Wyłaź z tej łazienki!- krzyknęłam waląc przy tym pięścią w drzwi.
- No już, zaraz! Nawet nie dasz człowiekowi się w spokoju wykąpać. Pięć minut i wychodzę.
Postanowiłam, że poczekam pod drzwiami. "Przez tego głupka tylko tracę czas!"- pomyślałam. Czekając na Ichigo prawie zasnęłam na stojąco. "No, wreszcie wyszedł"- pomyślałam, kiedy drzwi łazienki się otworzyły. O, Boże! Stał przede mną w samym ręczniku owiniętym wokół bioder.
- Eee... Rukia? Coś ze mną nie tak?
- Nie, dlaczego?- otrząsnęłam się z zamyślenia.
- Po prostu gapisz się na mnie, jakbym był jakimś kosmitą.
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że przez dłuższą chwilę stałam i wpatrywałam się w jego nagi tors.
- Ehh... po prostu zdziwiłam się, że jesteś tak bez ciuchów i w ogóle...- zaczęłam się plątać.
Ichigo zrobił zdziwioną minę.
- Przecież to nie pierwszy raz, kiedy widzisz mnie bez koszulki- powiedział.
- Dobra, nieważne! Spadaj już, idioto, bo przez ciebie znowu spóźnię się do szkoły- krzyknęłam na przyjaciela i trzaskając drzwiami weszłam do łazienki.
Stojąc pod prysznicem zastanawiałam się, co się ze mną ostatnio dzieje. "Myślę o tym pomarańczowowłosym kretynie całymi dniami i nocami, przez co na niczym nie mogę się skupić. A przecież Ichigo to mój najlepszy przyjaciel. Muszę z tym skończyć." Z takim postanowieniem powędrowałam do szkoły. Pierwsza lekcja była akurat z wychowawczynią. Miałam nadzieję, że uda mi się odrobinę zdrzemnąć, ale nowinki nauczycielki pokrzyżowały mi plany.
- Drodzy uczniowie! Chciałabym wam oznajmić, że dokładnie za trzy tygodnie odbędą się Dni Otwarte naszej szkoły. Z tej okazji każda klasa musi się jakoś zaprezentować. Wraz z radą pedagogiczną nie mogliśmy zdecydować, jaka forma pokazu ma to być, więc uznaliśmy, że najlepsze będzie losowanie. No i cóż... zadaniem naszej klasy będzie przedstawienie dramatu. Długo zastanawiałam się, jaką sztukę wystawić i w końcu uznałam, że "Romeo i Julia" to najlepszy wybór.
Przez klasę przeszedł pomruk niezadowolenia. Widocznie wszyscy podzielali moje zdanie. "Po co mamy odstawiać jakieś durne szopki przed całą szkołą?".
- A więc, na początek chciałabym zrobić rzecz najważniejszą, czyli obsadzić role. Zaczniemy od najważniejszych postaci, czyli Romea i Julii. Dobrze, dziewczynki, któraś chętna do roli Julii?
"Pff, ani myślę się zgłaszać"- pomyślałam. Siedziałam ze znudzoną miną, podczas gdy dziewczyny                  w podnieceniu chichotały i szeptały sobie coś na ucho. Ostatecznie niemal wszystkie ręce należące do dziewcząt znalazły się w górze.
- Hmmm, nie chcę być niesprawiedliwa, więc po prostu zrobimy losowanie. Proszę, napiszcie swoje imię i nazwisko na karteczce i wrzućcie do tego pudełka.
Gdy wszystkie dziewczęta były już w ławkach, belferka zamieszała skrawki papieru i wyjęła jeden.
- W naszym przedstawieniu rolę Julii odgrywać będzie... Inoue Orihime! Kochanie, przyjdź do mnie po lekcji, aby odebrać scenariusz- powiedziała wychowawczyni i uśmiechnęła się do rudowłosej.
Jedne dziewczyny gratulowały koleżance, inne patrzyły na nią z zazdrością. Po chwili w klasie znów rozbrzmiał głos nauczycielki.
- Mamy już Julię, więc teraz kolej na Romea. Któryś z panów chętny do tej roli?
Chłopacy popatrzyli na siebie znudzonym wzrokiem, ale żaden z nich nie podniósł ręki. Wychowawczyni mocno się zdenerwowała.
- Skoro nikt nie chce się zgłosić, wszyscy będziecie musieli brać udział w losowaniu- powiedziała.
W klasie rozległy się mściwe szepty i jęki rozpaczy. Jednak widząc przeraźliwe spojrzenie nauczycielki wszyscy posłusznie napisali na karteczkach swoje imiona i nazwiska. Belferka wyjęła po chwili kartkę                 z pudełka i oznajmiła:
- Romeem w naszym przedstawieniu będzie... Kurosaki Ichigo!
"Co?! Ichigo będzie Romeem, a Inoue Julią? Nie, to niemożliwe!" Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że gwałtownie wstałam z krzesła i teraz oczy wszystkich obecnych były skierowane na mnie. "Cholera, co się ze mną dzieje?!"
- Wszystko w porządku, Kuchiki?- spytała zaniepokojona nauczycielka.
- Tak, pani profesor. Przepraszam za zamieszanie- odparłam i szybko usiadłam na krześle.
"Co ja wyprawiam? Co z tego, że Ichigo będzie Romeem, a Inoue Julią? Przecież on jest moim najlepszym kumplem, a ja zachowuję się, jakbym była zazdrosna. Nie, precz! Wypluj to! Muszę przestać się tak zachowywać, bo jeszcze pomyślą, że coś nie tak z moją psychiką." Spojrzałam w stronę Ichigo i zauważyłam, że przez jakiś czas wpatrywał się we mnie dziwnym wzrokiem. Szybko odwróciłam spojrzenie, przy okazji mocno się rumieniąc. "Uspokój się, idiotko. Co on sobie teraz o tobie pomyśli?". Z zamyślenia wyrwał mnie głos nauczycielki.
- Cóż, skoro wszystkie role już rozdane i ustaliliśmy, kto zajmuje się dekoracją i muzyką, to chyba wszystko. Jeżeli macie jakieś pytania, proszę przyjść do mnie po lekcji. Ach, zapomniałabym! Te osoby, które nie mają żadnej funkcji, również proszę o zgłoszenie się do mnie. W końcu przedstawienie ma być dziełem wspólnym całej klasy.
"A już myślałam, że ominie mnie ta cała szopka. Pewnie każą mi stać w przebraniu drzewa i kołysać się w rytm muzyki." Po lekcji koło nauczycielki stało sporo osób, więc postanowiłam poczekać aż wszyscy załatwią swoje sprawy. Gdy uczniowie już wyszli, podeszłam do biurka i spytałam:
- Więc co mam robić w związku z tym spektaklem, proszę pani?
- Cóż, Kuchiki... wszystkie role są już obsadzone, ale chyba mam pomysł. Możesz zostać dublerką Inoue. W końcu gra główną postać. Gdyby Orihime nam się rozchorowała, czy coś podobnego, byłoby krucho. Proszę, to scenariusz i zaznaczone kwestie. Postaraj nauczyć się tego na pamięć.
- Dobrze, pani profesor- powiedziałam biorąc od niej kartki.
"No nie, gorzej to już być nie mogło. Już wolałabym być drzewem. A tak to muszę wykuć większość scenariusza na pamięć. Niech to szlag!".
Reszta dnia minęła raczej w spokoju. Były jakieś sprawdziany, ale jakoś mało mnie to obchodziło. Nie mogłam się na niczym skupić. Odczułam ulgę, gdy zabrzmiał dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji. W sumie nigdzie mi się nie spieszyło, więc wyszłam ze szkoły powolnym krokiem. Wystraszyłam się, gdy z zamyślenia wyrwał mnie Ichigo.
- Hej, Rukia! Wracamy do domu?- spytał.
"No i co ja mam mu powiedzieć? Nie chcę z nim iść, ale inna odpowiedź wyda się podejrzana."
- Dobrze, chodźmy- odparłam nie mogąc znaleźć odpowiedniej wymówki.
Gdy szliśmy ulicami Karakury, nasze ręce parę razy otarły się o siebie. W tych chwilach czułam, że się rumienię. Przez całą drogę nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Ichigo również wydawał się pogrążony we własnych myślach. Jednak, gdy dochodziliśmy do domu, chłopak nagle przystanął. Spojrzał mi prosto w oczy.
- Rukia, co się z tobą ostatnio dzieje? Cały czas jesteś jakaś zamyślona, w ogóle ze mną nie rozmawiasz, dziwnie się zachowujesz. Zupełnie jak nie ty. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. Powiedz mi, co się stało- mówił to z taką troską, że od razu lepiej zrobiło mi się na duszy. "Boże, co ja mam mu powiedzieć? Przecież nie prawdę!"
- Wszystko w porządku, Ichigo. Chyba po prostu jestem trochę przemęczona. No wiesz, szkołą i tym wszystkim- odpowiedziałam starając się uśmiechnąć. Chyba nie wyszło to zbyt przekonywująco.
- Jeżeli coś będzie się działo, to wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. "W tej sprawie chyba nie będziesz w stanie mi pomóc."- pomyślałam i weszłam do domu.

Ciąg dalszy nastąpi...



niedziela, 7 października 2012

3. POŻEGNANIE (Inoue x Ulquiorra)


      Inoue stała wpatrzona w jeden punkt. Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie się stało. "Kurosaki-kun... to wszystko przez niego. Wcale nie chciałam, żeby mnie ratował. Ale nie chcę winić go za to, co zrobił. Przecież... on chciał dla mnie dobrze..." Nie mogła patrzeć na scenę, która rozgrywała się tuż przed nią. Ichigo stał przed Ulquiorrą i trzymał katanę wbitą w jego pierś. Rozmawiali o czymś, ale Orihime nie słuchała. Przez głowę przebiegało jej stado myśli i wspomnień. Te wszystkie chwile spędzone z Ulquiorrą w Hueco Mundo... to był zdecydowanie najlepszy okres w jej życiu. Na początku bardzo bała się Arrancara. Był taki zimny, obojętny i niedostępny. Jednak po pewnym czasie lodowa pokrywa zaczęła pękać. Na początku były coraz dłuższe rozmowy, pierwsze delikatne muśnięcia dłoni. Potem uczucie rozwinęło się- pierwsze pocałunki, pierwsze wspólnie spędzone noce. Gdy Orihime o tym myślała, uświadomiła sobie, jak bardzo kocha Ulquiorrę. A on umierał teraz na jej oczach. Ocknęła się z transu. Podbiegła do walczących i spytała Ichigo:
- Kurosaki-kun, czy mógłbyś zostawić nas na chwilę samych?- teraz już nie powstrzymywała się od płaczu.
Pomarańczowowłosy bardzo się zdziwił.
- Inoue... co ty mówisz? Przecież...
- Kurosaki-kun, proszę... to dla mnie bardzo ważne- przerwała mu z dziwną dla siebie stanowczością w głosie.
Ichigo wzruszył ramionami i odszedł. Stał jednak w miarę blisko, aby w razie potrzeby ruszyć dziewczynie na ratunek. Ulquiorra upadł na ziemię. Wyglądał tragicznie. Nie miał jednej ręki, a całe jego ciało było zbrukane krwią. Inoue zareagowała błyskawicznie:
-Soten Kisshun! -krzyknęła chcąc uzdrowić Arrancara.
- Nie, Inoue...- szepnął- To nic nie da.
- Ale... co ty mówisz?! Uleczę cię i wszystko będzie dobrze!- krzyczała.
- Nie, odpuść. Pozwól mi się tylko z tobą pożegnać.
Inoue zauważyła, że jego postać zaczęła powoli znikać. Z jej oczu pociekły łzy.
- Orihime, dziękuję ci za wszystko. Zmieniłaś mnie na lepsze. Pokazałaś tyle różnych rzeczy. Nauczyłaś mnie, jak kochać. Inoue, z niczego nie cieszę się tak, jak z tego, że cię poznałem. Spędziłem z tobą najpiękniejsze chwile mojego życia. Ale teraz muszę odejść, już nic tego nie zmieni. Kocham cię, Inoue. Żegnaj.
- Zawsze będę cię kochać, Ulquiorra-kun- odparła przez łzy.
Po tym wyznaniu złożyli na swych ustach ostatni pocałunek. Postać Arrancara zniknęła całkowicie z oczu dziewczyny. Inoue rzuciła się z płaczem na ziemię. Wiedziała, że teraz nic nie będzie już takie samo. Właśnie straciła osobę, która była dla niej całym światem.
***

Ohayo!

Wiem, że nie piszę żadnych opowiadań, ale po prostu szkoła mnie całkowicie pochłania. Obiecuję, że w ciągu kilku dni pojawi się kolejny one-shot. Mam nadzieję, że opowiadania wrzucone przeze mnie do tej pory podobają Wam się;) Liczę na liczne komentarze. Pozdrawiam- Kasumi-san.